Chciałem być dobrym ojcem, a że nie stać mnie na kupno samochodu, zafundowałem synowi telefon komórkowy. Ten nie był jednak zachwycony moją „szczodrobliwością”. Chyba zdecydowanie bardziej liczył na firmę „Ford” czy „Toyota”, niż „Nokia”… Jego rozczarowanie wzrosło jeszcze bardziej, kiedy wróciłem z salonu „Orange” z umową. Nauczony bowiem wysokością rachunków za komórkę mojej córki, wybrałem dla syna opcję z limitem rozmów – do 35 złotych miesięcznie. Faktycznie, może trochę przesadziłem… Ale po pewnym czasie zostałem za swoje skąpstwo ukarany. Zamiast rachunku, wynoszącego 35 złotych,dostałem kolejny, który opiewał już na kwotę ponad 110 złotych!
Poruszony tym do głębi zapytałem syna, skąd wzięła się raptem aż taka nadwyżka. Ten wyjaśnił, że niedawno przyjechał do niego kurier od operatora sieci komórkowej, z którym wcześniej umówił się telefonicznie. Przywiózł ze sobą nowy aparat i przedłużenie poprzedniej umowy, której termin właśnie się kończył. Syn też wyraził szczere zaskoczenie wysokością najnowszego rachunku. Do żadnej skruchy się nie poczuwał. Bo niby też i dlaczego? Podpisał tylko przygotowaną umowę, a w rozmowie z kurierem nie padło ani jedno słowo o zmianie jej warunków.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!