Reklama

Spokojnie, to tylko poród (cd.)

Lekarki z Miejskiego Szpitala w Siedlcach, na których dyżurze doszło do tragedii, zostały zwolnione z pracy.

- Rozwiązałem z nimi umowę o pracę kontraktową – powiedział dyrektor SPZOZ Mirosław Leśkowicz.
Wcześniej były odsunięte od wykonywania świadczeń medycznych do czasu, aż specjalnie powołana komisja wyjaśni okoliczności śmierci dziecka. Znany jest już ostateczny wynik sekcji zwłok noworodka: przyczyną śmierci dziecka było uduszenie pępowiną.

Dramat na oddziale
Przypomnijmy: pani Barbara zgłosiła się na Oddział Ginekologiczno-Położniczy w 39 tygodniu ciąży.
- Wszystko przebiegało, jak dotąd, dobrze, ciąża była donoszona, ale w sobotę odniosłam wrażenie, że nie czuję ruchów dziecka. Przyjechałam do szpitala o godzinie 13.30. Poprosiłam o pomoc, o sprawdzenie, czy wszystko jest w porządku – mówi pani Barbara.
Wykonano jej dwukrotnie badanie KTG (zapis częstości pracy serca płodu przy jednoczesnym zapisie częstości skurczów mięśnia macicy, co pozwala wcześnie wykryć sytuacje zagrożenia życia płodu).
- Na jednym zapisie widać było zawahanie tętna dziecka. Zapytałam o to, ale pani doktor zbagatelizowała moje obawy. Na sugestie kuzynki, że może trzeba przyspieszyć poród, pani doktor stwierdziła, że „każda doba w łonie matki jest dobrodziejstwem dla jej dziecka”.  Nie wykonano ani jednego badania USG.
Pacjentka i lekarka poszły spać… W nocy położne dwukrotnie słuchały tętna dziecka, potem o 6 rano. Poranny obchód odbył się o godzinie 9.30. Tym razem nie usłyszano bicia serca płodu. Wezwano na oddział ordynatora.
- Przyjechałem na oddział natychmiast, a nie po południu, jak napisano w artykule – zaznacza dr Andrzej Czarnojańczyk, ordynator Oddziału Ginekologiczno-Położniczego. – Wezwano mnie około godziny 10.30, badanie wykonałem o 11.05.
Diagnoza była jednak dramatyczna. Badanie wykazało jednoznacznie: dziecko nie żyje.

Sekcja
Lekarze wywołali poród. Pani Barbara rodziła przez wiele godzin.
- W niedzielę, o godzinie 19.45 urodziłam pięknego synka. Ważył 4.100 kg, miał 58 cm wzrostu. I był martwy. Wyglądał, jakby przed chwilą zasnął. Trzymałam go w ramionach przez dwie godziny. I wyłam…
Dlaczego tak się stało? Komisja powołana przez dyrektora SPZOZ wskazała, że lekarze zaniechali niektórych czynności diagnostycznych. Czy gdyby skrupulatnie zdiagnozowali przypadek pani Barbary, dziecko dziś by żyło? Wiele pytań i niepewności nasuwało się przy wynikach sekcji zwłok dziecka. Pierwsze opinie nie wyjaśniały przyczyn tragedii, mówiły tylko o wewnątrzmacicznym obumarciu płodu.

Przeczytaj także "Spokojnie, to tylko poród"

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości