Reklama

Spokojnie, to tylko poród

Dwójka lekarzy z Oddziału Ginekologiczno-Położniczego w Szpitalu Miejskim w Siedlcach została odsunięta od udzielania świadczeń medycznych do czasu wyjaśnienia wszelkich okoliczności związanych ze śmiercią dziecka. To decyzja dyrektora SPZOZ Mirosława Leśkowicza.

- Jestem poruszony tym, co się wydarzyło. Dążymy do wyjaśnienia przyczyn tej przykrej i smutnej historii - powiedział nam dyrektor Mirosław Leśkowicz.

Ta wielka chwila

Pani Barbara miała wyznaczony termin porodu na 17 września. Jak każda kobieta w ciąży, czekała na tę wielką chwilę, narodziny dziecka, z niecierpliwością i niepokojem. Ostatnie tygodnie ciąży zawsze są najtrudniejsze: obawa przed porodem jest naturalna, strach o zdrowie noworodka też. W sobotę, 4 września, pojechała do Szpitala Miejskiego.
- To był już 39 tydzień ciąży. Cieszyłam się, że jest donoszona. Wszystko przebiegało, jak dotąd, dobrze. W sobotę nie czułam jednak ruchów dziecka, więc już o 13.30 przyjechałam do szpitala. Poprosiłam o pomoc, o sprawdzenie, czy wszystko jest w porządku – wspomina.
Przyjęto ją na oddział patologii ciąży. Wykonano badanie KTG. Jest to zapis częstości pracy serca płodu przy jednoczesnym zapisie częstości skurczów mięśnia macicy. Badanie to jest prowadzone w ramach intensywnej opieki przedporodowej. Pozwala wcześnie wykryć sytuacje zagrożenia życia płodu.
- To badanie wykonano mi dwukrotnie podczas mojego pobytu w szpitalu. Zapewniano, że wszystko jest w porządku, że nie powinnam się martwić, tylko spać spokojnie, bo nic złego się nie dzieje. Na jednym zapisie, po zaznaczonym ruchu dziecka, nastąpiło zawahanie jego tętna. Gdy zapytałam o to, pani doktor zbagatelizowała moje obawy. Gdy moja kuzynka zasugerowała, że może trzeba przyspieszyć poród, pani doktor stwierdziła, że „każda doba w łonie matki jest dobrodziejstwem dla jej dziecka”. Uspokojona poszłam spać. Lekarze też.

Co się stało?
W nocy położna przychodziła do pani Barbary dwukrotnie. O godzinie 22, potem o 24 słuchała tętna dziecka.
- Aparat rejestrował 136-146 uderzeń na minutę - wspomina pani Barbara. - W niedzielę tętna słuchano jeszcze o 6 rano. Zarejestrowano podobne wartości. Przed 8 rano... poczułam ostatnie ruchy dziecka.
Poranny obchód odbył się o godzinie 9.30. Przy rutynowym badaniu nie usłyszano bicia serca płodu. Wezwano na oddział ordynatora, aby wykonał badanie USG. Ordynator przybył na oddział po południu. Wykonał badanie USG - pierwsze, jakie zrobiono od czasu przyjęcia pacjentki na oddział. Diagnoza była przerażająca.
- Powiedział, że moje dziecko nie żyje... i, że trzeba wywołać poród.
Są takie chwile w życiu matki, że nie przyjmuje ona do wiadomości rzeczy złych, zagrażających jej i jej dziecku. Jak można było uwierzyć, że tak wyczekiwany maluch... nie żyje?! To niemożliwe! Pani Barbara rodziła przez wiele godzin.
- W niedzielę, o godzinie 19.45 urodziłam pięknego synka. Ważył 4.100 kg, miał 58 cm wzrostu. I był martwy. Wyglądał, jakby przed chwilą zasnął. Trzymałam go w ramionach przez dwie godziny. I wyłam...

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości