Reklama

Święte prawo, kilka złotych

Nie warto przywiązywać się do drzew. Zwłaszcza jeśli rosną na cudzym polu. Hanna Kelleher, właścicielka dworu w Janówku, popełniła błąd – zapatrzyła się, przywiązała. I teraz ma za swoje.


Kiedy pod koniec lutego przyjechała do Janówka, przy drodze do dworu zastała pobojowisko: droga całkiem rozjeżdżona, a ze szpaleru drzew przy drodze do dworu zostało tylko kilka. 

 - Trzy piękne kępy drzew bardzo ładnie komponowały się z wierzbami przy wjeździe. Były tam: wierzby, grube lipy, nawet dąb. Jesienią ubiegłego roku dowiedziałam się, że właścicielka pola chce te drzewa wyciąć. Zadzwoniłam do gminy, rozmawiałam z panią Barbarą Chabierą, odpowiedzialną w Urzędzie Gminy w Wierzbnie za przygotowanie decyzji, prosząc, żeby drzewa zostawić – opowiada Hanna Kelleher. - Do właścicieli pola nie mam pretensji, ludzie są, jacy są. Dla nich ważniejsze jest kilka złotych, a pojęcie estetyki i ochrony dóbr kultury narodowej jest im raczej obce. Mam żal do Urzędu Gminy, bo nie musiał zgadzać się na wycinkę prawie wszystkich drzew. Mógł wyciąć tylko cieńsze odnogi, usunąć suche i zobowiązać do posadzenia nowych drzew w miejsce wyciętych – mówi. - Gmina mogłaby starać się przekonać właścicieli łąki, że zieleń jest dobrem ogólnym, chronionym prawem, a jej niszczenie będzie niestety mieć negatywne konsekwencje, których żadne pieniądze nie będą w stanie naprawić - dodaje. 

Zgodę na wycinkę dał wójt gminy Wierzbno, Eugeniusz Kudelski. Chyba marnie czuje się w roli niewrażliwego na estetykę krajobrazu siepacza, ale był w trudnej sytuacji - Gdybym nie wydał tej decyzji, byłaby rozróba. Wydałem – też jest. Nie było dobrego rozwiązania – mówi.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości