Reklama

Szkoła nie widzi problemu?

W Zespole Szkół w Sarnakach dwóch uczniów pobiło 13-letniego Michała. Dyrektorka placówki, Barbara Michoń, zadzwoniła po pogotowie, dopiero gdy w szkole zjawił się ojciec poszkodowanego chłopca. Dyrektorka o incydencie tym nie powiadomiła policji, a do tego jeszcze uważa, że pobity 13-latek sprowokował napastników…

Michał trafił do gimnazjum w Sarnakach z małej szkoły znajdującej się na terenie tej gminy. Podobno od początku, gdy został gimnazjalistą, miał kłopoty, z których nikomu się nie zwierzał. Wszystko wydało się po tym, jak pobili go dwaj koledzy. Oni mieli gnębić Michała.
- Po tym pobiciu syn przyznał się, że kazali mu wykradać ode mnie papierosy i przynosić do szkoły. Kiedy Michał tego nie zrobił, pobili go – mówi pan Tadeusz, ojciec poszkodowanego 13-latka.

Szkoła się spisała?

Na Michała napadło dwóch chłopców. Jeden go uderzył, Michał się przewrócił. Wtedy zaczęli go kopać. Nie wiadomo, ile to wszystko trwało, zanim zareagowali nauczyciele. Michał znalazł się w gabinecie dyrektorki, skąd zadzwoniono po jego rodziców. Potem sprawy potoczyły się bardzo szybko. Barbara Michoń twierdzi, że w tym samym czasie wezwała pogotowie.
- Zanim tata Michała zjawił się w szkole, chłopcu udzielono pierwszej pomocy i wezwano karetkę. To pierwsze tego typu zdarzenie w naszej szkole. Nigdy nie dochodziło do pobić. Michał nie został ciężko pobity, więc uznałam, że nie trzeba dzwonić po policję. Potem od dzielnicowego dowiedziałam się, że zrobili to rodzice Michała, więc uważałam, iż sprawa jest pod tym względem zakończona – wyjaśnia dyrektorka szkoły.
Barbara Michoń  uważa, że w szkole, którą zarządza,  jest bezpiecznie. Po  chwili jednak przyznaje, iż wie o fali, jaka ma miejsce w placówce.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości