Reklama

Szpetna decyzja

18/06/2008 09:41

Na nocne krzyki za oknem reaguję standardowo – rosnącą irytacją. Kiedy w ostatni czwartek koło północy zasypiałem przy dobiegającym z ulicy gromkim skandowaniu: „Sędzia, sędzia - …uj, sędzia, sędzia – …uj”, zupełnie mnie to nie wzburzyło. Kibolskie wrzaski, strach przyznać, okazały się wrzaskami osobliwie kojącymi. Mecz Polska – Austria skończył się zaledwie przed godziną i sam miałem ochotę pokrzyczeć. Ganiłem się w myślach za to nikczemne pragnienie, ale ganiłem niedługo. Kiedy dowiedziałem się, że premier Donald Tusk miał ochotę zabić sędziego, dałem sobie rozgrzeszenie. Ostatecznie - gdzie mi tam do premiera! - nie chciałem zabijać, pokrzyczeć tylko.

Skandujący pod oknem kibice wracali, jak zgaduję, znad siedleckiego zalewu, gdzie wspólnie oglądali mecz. Głośnymi krzykami odreagowywali decyzję arbitra o podyktowaniu rzutu karnego. Decyzja - którą premier określił jako szpetną -  można nazwać także: dyskusyjną, wątpliwą, sporną, kontrowersyjną, problematyczną, decyzją małej urody albo decyzją do bani. Jak zwał, tak zwał. Liczył się fakt, że decyzja sędziego Howarda Webba okazała się decyzją ostateczną i rozstrzygającą. W ostatniej chwili zwycięstwo zmieniło się w remis, który stał się przegraną.
Jeśli odpada się z mistrzostw z powodu błędu sędziego, jest to powód do rozgoryczenia, ale, niestety, nie jest to powód do przemyśleń. Bądźmy poważni: nocne krzyki to psychologiczna, choć ulgę przynosząca, łatwizna. Niech ryczy z bólu ranny łoś, zwierz zdrów przebiega knieje. Zasłużone przegrane i ciężko wywalczone zwycięstwa to kapitał na przyszłość. Pomyłka sędziego zawsze pozostaje tylko pomyłką. Żadna futbolowa mądrość z niej nie powstaje. Choć pomyłka to także część gry. Jak się chce mieć pewność wygranej, trzeba prowadzić 2:0. Chciałoby się powiedzieć, że klasowe drużyny to takie, których nawet niesłuszne decyzje sędziów nie potrafią skrzywdzić. Niestety, nie jest to prawda. Patrz: Anglia, przegrywająca w 1986 r. ćwierćfinał z Argentyną po tym, jak Diego Maradona zagrał piłkę sprytnie uniesioną ręką i przelobował Shiltona.
Sędziowie czasami lubią się zagapić. Albo na odwrót - reagują nad podziw mocno na zagrania, które zwykle puszczają płazem lub na które przymykają oko. Przypadłość ta znacząco wzmacnia się, gdy sędziują drużynom grającym na własnym boisku, przy własnej publiczności. Austriacy w zeszły czwartek grali u siebie, a jak mówi piłkarskie porzekadło - gospodarzom nawet ściany pomagają. Sprawiedliwe to nie jest, ale w tym wypadku nie warto prostować świata. Jeśli w porzekadle tym mieszka odrobina prawdy, nie powinniśmy mieć nic przeciwko temu. Za cztery lata to nasza drużyna zagra u siebie.
O północy zza okna dobiegnie wtedy: „Polacy, graaacie u siebie! Gracie u siebieeee, Polacy graaacie u siebie”. Już to słyszę! Serce kibica to najbardziej niezniszczalna rzecz na świecie.
Dariusz Kuziak

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości