Marcin Wanke po kilkunastu latach przerwy znowu zaczął palić. Do nałogu wrócił na miesiąc przed uroczystym otwarciem Starej Huty w Trąbkach. On i jego brat chcą przywrócić temu miejscu dawną świetność.
Na razie wyremontowali jedną piątą powierzchni wszystkich budynków. Na więcej nie mają pieniędzy. Szukają partnerów biznesowych i sponsorów, którzy pomogą przywrócić starej hucie dawną świetność. Na uroczystym wieczorze, podczas którego przed wszystkimi otworzyły się drzwi huty, udowodnili, że to miejsce ma potencjał. Wystawa szklanych dzieł sztuki, spektakl w wykonaniu Teatru Hybrydy i rewelacyjny koncert Eleny Egorovej naprawdę zrobiły na widzach wrażenie. W dodatku te artystyczne wydarzenia pozwoliły niedowiarkom uwierzyć, że w starej hucie rzeczywiście będzie coś się działo.
Hutę w XIX wieku zbudował Czech Ignacy Hordliczko. W tej chwili zakład działa nadal, tyle że w nowych budynkach po drugiej stronie drogi. Gdy produkcję przeniesiono, nie bardzo było wiadomo, co zrobić ze starym obiektem. Dwadzieścia lat temu trafił on w ręce Andrzeja Czechowskiego. W hucie produkował on… bombki. I to jakie! Szklane cudeńka wydmuchiwano i malowano na miejscu, a potem trafiały one na bożonarodzeniowe drzewka na całym świecie, ostatnio głównie w Stanach Zjednoczonych.
Przez ostatnie lata pan Andrzej szukał kupców na „swoją” hutę. Przyjeżdżali do niego wysłannicy biznesmenów z pierwszych stron gazet, jednak żadnej z nich nie zdecydował się na zakup. Aż pojawiło się dwóch młodych, rzutkich braci…
Nie wariaci, tylko urodzeni optymiści
- Witam w gronie wariatów – usłyszeli na dzień dobry od pana Andrzeja.
- My jesteśmy wariatami – Marcin Wanke nie owija w bawełnę. – Chociaż może lepiej mówić, że urodzonymi optymistami – dodaje po chwili zastanowienia. - Zawsze podejmowaliśmy się zadań, o których inni nie chcieli słyszeć i zwykle dobrze na tym wychodziliśmy.
On i jego brat prowadzą firmę, zajmującą się przepakowywaniem produktów spożywczych z opakowań zbiorczych do tych, wystawianych na sklepowych półkach, np. czekoladek z kilkukilogramowych pudeł do bombonierek. Firmę od lat z powodzeniem prowadzili pod Warszawą. Kilkanaście miesięcy temu sprzedali tamte budynki dużej sieci handlowej. Sami rozglądali się za nową siedzibą dla firmy. I znaleźli ją w Trąbkach. Teraz pracuje tu ok. 20 osób.
– Gdy obejrzeliśmy to miejsce, od razu zdecydowaliśmy się na zakup, bo było to dokładnie to, czego szukaliśmy – dodaje M. Wanke. – Ten budynek ma duszę, on wiąże się z losami całych pokoleń.
Również los braci Wanke nierozerwalnie związał się z hutą. Pan Marcin, nie patrząc na swój status „współwłaściciela”, zakasywał rękawy i brał się do wycinania drzew, krzewów, rozbierania kominów. Pracy było dużo – prawie rok trwało samo oczyszczanie terenu. – Teraz da się już tędy chodzić – opowiada M. Wanke. Ratowano wszystko, co się dało. Nie do ocalenia był znajdujący się na zewnątrz jednego z budynków komin. Rozebrano go do połowy, a w nocy przyszła wichura. – Gdybyśmy czekali jeszcze jeden dzień, to komin przewróciłby się na dach i go zniszczył – dodaje M. Wanke.
Nowy właściciel doskonale zdaje sobie jednak sprawę z tego, że to dopiero początek jego przygód z hutą. – Tutaj jest wiele miejsc jeszcze zupełnie nieodkrytych – dodaje właściciel. – Na przykład na strych na jednym z budynków nie znaleźliśmy jeszcze wejścia, a tam mogą być dopiero prawdziwe „skarby”. Dużo piwnic ciągle jest zasypanych i trzeba je po prostu odkopać.
Na stałe na terenie huty pracuje czterech mężczyzn, którzy zajmują się tylko porządkami i naprawami. Wiadomo już, że jednego z budynków nie da się uratować – jest w tak fatalnym stanie, że tej zimy już chyba nie przetrzyma. Teraz trwa walka o kolejne. Przeciwnikiem właścicieli jest natura – deszcz, śnieg, zmiany temperatury pogarszają stan zabytkowych budowli. Z remontami trzeba się spieszyć. Opóźnia je tylko brak pieniędzy. – Samo zrobienie dachu może kosztować do miliona złotych, osuszenie budynku około 300 tysięcy – wylicza M. Wanke. – Nie ma takich pieniędzy, których ten obiekt by nie pochłonął. Jest jednak tego wart. To jedna z niewielu takich hal w całym świecie. Większość starych hut się po prostu spaliła.
Nowi właściciele szukają sponsorów, którzy pomogliby w remontach i partnerów biznesowych do wspólnych inwestycji. Powołali nawet Fundację Wspierania Działań Biznesu na Rzeczy Kultury „Buisness To Coulture”.
Rwanie i dmuchanie
W najbliższych miesiącach na terenie huty stanie piec szklarski. Jest on potrzebny do prowadzenia tu warsztatów z dmuchania i rwania ręcznego szkła. Niedługo do szkół trafi oferta prowadzenia lekcji historyczno–artystycznych. Uczniowie spędzą w hucie cały dzień. Zapoznają się z jej historią, spróbują sami „dmuchać” szkło, zwiedzą cały stary obiekt, a potem przejadą do nowej huty, znajdującej się naprzeciwko. Właściciele starego obiektu dogadali się bowiem z właścicielami nowego. Dzięki temu będzie można zobaczyć proces powstawania szkła od hałdy piasku do magazynu wyrobów gotowych. Po południu obiad i warsztaty z tworzenia w szkle prowadzone przez plastyków z Akademii Łucznica. Dla grup z daleka będzie możliwość zamówienia noclegów w okolicznych hotelach. W listopadzie rozpoczną się też warsztaty z dmuchania i malowania bombek, bo w końcu to robiono tu przez ostatnich kilkanaście lat. Jest to oferta nie tylko dla dzieci, ale i dla dorosłych, szczególnie firm, które chcą robić imprezy integracyjne.
Nowi właściciele chcą też w obiekcie umieścić… kuźnię. Od wiosny ruszą z nowymi projektami: dla firm będą organizować konferencje warsztaty, eventy, imprezy. Współpracują też z Wydziałem Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie i Teatrem Hybrydy. W lecie zamierzają ruszyć z Teatrem na Wyspie – na terenie posesji znajduje się bowiem staw, a na nim wyspa. – Za czasów Hordliczki tam wystawiano spektakle i my chcemy wrócić do tej tradycji. – dodaje M. Wanke. – Dla tego przedsiębiorcy sprzed ponad 150 lat mamy ogromny szacunek, bo on chciał zabezpieczyć wszystkie potrzeby mieszkańców, nie tylko te finansowe.
W planach nowi właściciele mają jeszcze dobudowanie hotelu. – Tu potrzebujemy jednak partnerów biznesowych – kończy M. Wanke.
Justyna Janusz
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!