Nie ma standardów dość wyśrubowanych, pod warunkiem, że nie musisz ich osobiście spełnić. Taka złota myśl przyszła mi do głowy. Przyszła w ubiegłym tygodniu, gdy dyskusja o standardach rozkwitła w całej pełni. W przeciwieństwie, niestety, do wiosny. Tegoroczna wiosna, spóźniając się, wyraźnie obniża oczekiwane i wytęsknione standardy. W przeciwieństwie do zimy, która akurat daje z siebie więcej, niż byśmy się po niej spodziewali.
Jest to więc zima starająca się o status zimy ponadstandardowej. Obniżanie standardów to, jak się wydaje, obowiązek wicepremierów. Lepper zaniżał standardy Kaczyńskiemu, Pawlak zaniża Tuskowi. Obniżanie standardów to więc dla wicepremierów, poniekąd, standard. Standard co prawda obniżony, ale stały, więc standardowy. Na tle obniżonych standardów swoich wicepremierów, premierzy mogą prezentować swoje standardy – wysokie. (Jak mówi Tusk do wicepremiera Pawlaka? Podobno z czułością: Mój ty Misiaku!) Jedni zaniżają, drudzy się wywyższają. To się nazywa koalicyjny podział zadań. I nikomu nic do tego. Dwie koalicje temu, jak polityk coś zmalował, to od razu wołano prokuratorów, dyskutowano o immunitetach, komisjach śledczych i kodeksie karnym. Teraz, okazuje się - prokuratorowi nic do tego. Naruszanie standardów prawa nie narusza. Standard to nie to samo co paragraf. Nie można nikogo karać za to, że ma mamę. Czyli jest widoczny postęp. Dyskusja o politykach, którzy idą w zaparte i chowają się za immunitetami, jest, proszę wybaczyć, zawsze ciut żenująca. Rozmowa o standardach może okazać się ciekawa i twórcza. Tydzień, który minął nam na dyskusjach o standardach, trudno uznać za tydzień stracony. Polityk jest, powiedzmy, jak samochód. Samochód musi mieć światła, hamulce i parę innych rzeczy, które sprawdzą mu na dorocznym przeglądzie technicznym. Takie cuda jak klimatyzacja, ABS, elektrycznie odsuwane szyby albo podgrzewane fotele nie są wymagane. Aczkolwiek mile widziane. Z politykiem tak samo – nie może być karany. Karalność go dyskwalifikuje i z politycznego ruchu wyklucza. Co do reszty – można dyskutować. Można wybrać sobie takiego z wyposażeniem standardowym, o standardach zaniżonych albo z wyposażeniem ponadstandardowym. Ze świadomością, że w sytuacji niepewnej każdy z nich zachowa się trochę inaczej. Standard, powtórzymy, to nie to samo co paragraf. Przepisy drogowe w Niemczech i w Italii są identyczne: stój na czerwonym, ruszaj na zielonym. Przepisy tak, ale nie standardy. Niemcy na czerwonym stoją jak ściana. Włosi i Hiszpanie w sprawach drogowych są bardziej elastyczni. Jeśli na jezdni jest chwilowo pusto, przechodzą na drugą stronę, nie patrząc na kolor światła. Kierowcy o tym wiedzą i nikt z tego powodu nikomu nie wymyśla. Taki standard. W tym miejscu standardowa objętość tego felietonu dobiegła końca. Dariusz KuziakChcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!