Reklama

Ten pierwszy raz

04/06/2008 09:12

Fakt, iż polska reprezentacja ani razu nie wygrała meczu z Niemcami, nie jest, powiedzmy sobie szczerze, sprawiedliwym podsumowaniem naszego historycznego sąsiedztwa. Im bliżej inauguracyjnego meczu w Klagenfurcie, tym niesprawiedliwość ta staje się, cóż tu kryć, coraz bardziej dolegliwa. Zasłużyliśmy na więcej.

Na boisku wygrywaliśmy przecież - może nie nałogowo, ale przynajmniej od czasu do czasu - ze wszystkimi: z Argentyną, Brazylią, USA, Rosją, Anglią, Francją, Włochami. Ze wszystkimi - z wyjątkiem Niemiec. Z Niemcami stać nas co najwyżej na remis. Historyczny mecz, w którym polska reprezentacja pokona Niemców, wciąż jest przed nami. Nie ma przeciwwskazań, by odbył się w najbliższą niedzielę. Ten pierwszy raz jest jeszcze przed nami i, jak to w takich okolicznościach bywa, oczekiwanie to jest dość ekscytujące.
Jest oczywistą oczywistością, że sportu nie należy łączyć z bieżącą polityką i że surowo wzbronione jest wtrącanie historycznych zaszłości między futbolowe bramki. Rzeczy te nic ze sobą wspólnego nie mają. Przyjdzie nam to stwierdzić tym łatwiej, gdy spostrzeżemy, że przez większość dziejów - trudno uwierzyć! - żyliśmy z Niemcami w zgodzie. Przysłoniła nam ten fakt – trudno się dziwić, że nadzwyczaj skutecznie – dopiero ostatnia wojna.
Kiedy to bowiem (II światową weźmy w historyczny nawias) biliśmy się z Niemcami? Pod Cedynią, na Psim Polu, pod Płowcami, na lipcowych łąkach pod wsią Grunwald? Kiedy to było? Pół tysiąca lat temu z okładem! Przez pięćset lat nasza granica zachodnia była najbardziej niewzruszalną z polskich granic. Nic dziwnego, że peerelowscy propagandyści, chcąc podtrzymać w narodzie traumę spowodowaną ostatnią wojną światową, musieli sięgać do czasów Chrobrego, Krzywoustego albo wskrzeszać Jungingena. Ze wszystkich narodowych powstań tylko jedno -  wielkopolskie, wymierzone przeciwko Niemocom okazało się zwycięskie. Jeśli zachodni sąsiedzi wleźli nam na piastowski Śląsk i Pomorze, to nie siłą - bo na siłę, siłą potrafiliśmy odpowiedzieć - ile dynastycznymi koligacjami, kupiecką zapobiegliwością i prawdziwie teutońską konsekwencją, której nam zabrakło.
Czy z tych zamierzchłych zdarzeń wynikają jakieś taktyczne wnioski dla prowadzonej przez Leo Beenhakkera naszej reprezentacji, tego powiedzieć nie umiem. Może wynikają, może nie wynikają. Zależy to od tego, czy istnieje coś takiego, jak charakter narodowy i czy ten charakter uwidacznia się w sporcie. Niemcy mogą pierwszy raz z nami przegrać, my możemy pierwszy raz wygrać. Psychiczna przewaga powinna być po naszej stronie.
Dariusz Kuziak

 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości