Działo się! Tak w dużym skrócie można opisać wieczór autorski Marioli Zaczyńskiej. Na imprezie zabrakło miejsc (a odbywała się ona w największej sali NovegoKina w Siedlcach - 317 foteli). Ludzie siedzieli na schodach lub stali w przejściu. Na niewygody nie zawracano uwagi, bo… nie było czasu. Akcja toczyła się tak, jak w wydanej właśnie książce Marioli „Jak to robią twardzielki...”. Było szybko, z dużą dawką śmiechu i emocji.
Sama Mariola nie pojawiła się po prostu na scenie. O nie! To zupełnie nie w jej stylu (notabene do redakcji też nie wchodzi cicho, ale z głośnym „Czeeeść” na ustach). Mariola wjechała do sali na motorze. Ba! Została tam wwieziona przez motocyklistę w skórzanym wdzianku. Motor był piękny, zresztą jego właściciel też niczego sobie… Kto przeczytał już „Twardzielki”, wie, że jest to nawiązanie do bohaterów książki, w tym jednego potężnego z łysą głową pokrytą tatuażami. Poznajemy go na wystawie psów. I wcale nie wystawiał tam amstaffa czy dobermana, tylko… o tym właśnie w książce.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!