Okazuje się, że nawet zastępca wójta, a wcześniej wicestarosta, z dnia na dzień może się stać niemal parobkiem. No, może nie dosłownie parobkiem, ale swego rodzaju nadzorcą podupadłego gospodarstwa rolnego w małej wiosce na głębokiej prowincji...
Nie chodzi o żadną karną zsyłkę. Powodem takiej nieoczekiwanej banicji są przewinienia, ale nie zastępcy wójta, tylko rolnika, który miał pewną drobną przypadłość. A w gminie mówią, że nie mniej winien jest też sąd, który feruje wyroki zapewne sprawiedliwe, acz nieoczekiwane. I ten właśnie zbieg okoliczności sprawił, że zastępca wiśniewskiego wójta, Jan Romańczuk zamiast spokojnie siedzieć za biurkiem w urzędzie, musi ganiać po polach i ścigać krowy.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!