Reklama

Władza z cyckiem w ręku...

Okazuje się, że nawet zastępca wójta, a wcześniej wicestarosta, z dnia na dzień może się stać niemal parobkiem. No, może nie dosłownie parobkiem, ale swego rodzaju nadzorcą podupadłego gospodarstwa rolnego w małej wiosce na głębokiej prowincji...

Nie chodzi o żadną karną zsyłkę. Powodem takiej nieoczekiwanej banicji są przewinienia, ale nie zastępcy wójta, tylko rolnika, który miał pewną drobną przypadłość. A w gminie mówią, że nie mniej winien jest też sąd, który feruje wyroki zapewne sprawiedliwe, acz nieoczekiwane. I ten właśnie zbieg okoliczności sprawił, że zastępca wiśniewskiego wójta, Jan Romańczuk zamiast spokojnie siedzieć za biurkiem w urzędzie, musi ganiać po polach i ścigać krowy.
– Janka teraz nie ma, bo musi robić obrządek – słyszę od wtajemniczonych. – Ma swoje gospodarstwo, to taka robota nie jest mu obca. Jak wydoi krowy, nakarmi świnie, to wróci do swoich normalnych obowiązków... 

A wójt Krzysztof Kryszczuk powołał swego zastępcę do całkiem poważnych zadań. Podlega mu Referat Gospodarki Komunalnej. Odpowiada też za rzecz dla gminy wręcz strategiczną, czyli pozyskiwanie środków unijnych. W umowie o pracę nie ma ani słowa o tym, że ma się zajmować, cudzym zresztą, inwentarzem.

– Zastępca wróci pewnie pod wieczór – mówią dobrze poinformowani. – A jak się nic nie zmieni, to rano pewnie znowu pojedzie do obrządku...
Wiadomo, że chłop, szczególnie w wiosennej porze, pracuje od świtu do zmierzchu. Cała dzisiejsza niedola urzędnika, i poważny kłopot dla władz gminy Wiśniew, zaczęła się w 2009 roku. Można powiedzieć całkiem niewinnie, a nawet, w środowisku wiejskim, w sposób powszechnie przyjęty i akceptowany. Nikt chyba nie mógł przypuszczać, że to „swojskie obyczaje” będą miały tak nieoczekiwany dla wszystkich skutek...

Ot, normalnie. Jechał sobie pewien rolnik polną drogą rowerem. A i owszem, wypił jakiś browarek. W końcu za swoje, nikomu nie ukradł. I wtedy stała się rzecz kompletnie nieoczekiwana. Jak w piosence Rosiewicza – za zakrętem stali, rower mu zabrali... Pewnie, że to przesada... Ale co zrobić, jak jesteśmy w Europie i trzeba lud cywilizować...

No i przyszło stanąć „bogu ducha winnemu” rolnikowi przed wymiarem sprawiedliwości. A wymiar sprawiedliwie orzekł, że sprawca karygodnego występku na rower siadać więcej nie może. Tylko kto by tego dotrzymał. To tak, jakby na chrzcinach baba mu do kieliszka zabroniła zaglądać. Jak pech, to pech. Po pewnym czasie trafili naszego rolnika drugi raz. Przez przejście dla pieszych w Łukowie na rowerze przejeżdżał. A że złamał wcześniej wydany zakaz, to stał się nasz bohater recydywistą... Sąd wymierzył mu karę pozbawienia wolności, ale że rolnik samotnie prowadzi gospodarstwo, to kara została zawieszona. No bo akurat wiosna była, pola trzeba było poobsiewać. Okoliczności przyrody stały się okolicznościami łagodzącymi...

Minął sobie dobry roczek i wszyscy o sprawie zapomnieli – poza temidą. Ta upomniała się o swego skazańca. Kilka dni temu, znowu właśnie na wiosnę. Tym razem nie było przeproś. W piękny majowy dzień przyjechali po recydywistę do domu i zawieźli prościutko do Zakładu Karnego w Siedlcach.
W Urzędzie Gminy w Wiśniewie o nakazie doprowadzenia wiedzieli już kilka dni wcześniej. Nakłonili więc rolnika, aby napisał pismo o zawieszenie kary, Tak też zrobił, a gmina mocą i autorytetem swojego urzędu wniosek poparła. 

– To człowiek niezaradny – mówią w Urzędzie Gminy w Wiśniewie. – Stary kawaler po pięćdziesiątce, który sam prowadzi gospodarstwo. Spokojny, nikomu nie wadzi. Nie zna procedur, więc trzeba mu było pomóc.

I gmina jeszcze sama wystąpiła do Sądu Rejonowego w Siedlcach o to, aby ten zamienił karę. Choćby zamiast ciągłej odsiadki, gospodarz mógł odpokutowywać stopniowo – np. 1 dzień w tygodniu przez 30 miesięcy. Prawo daje w tym względzie najróżniejsze możliwości. Tym razem nie dało.
No i Urzędowi Gminy majątek się powiększył. W pozbawionym właściciela gospodarstwie została prośna maciora i 4 wieprze, do tego jeszcze 5 krów – w tym jeden buhaj!

Chciał nie chciał, ta żywina spadła wójtowi na głowę. Musi o nią zadbać, bo to jego obowiązek. Niech no tylko które z bydląt głodne zaryczy, to zaraz obrońcy zwierząt, prokurator... A wójt swojego przychówku, w postaci żony i dziatwy, pod cudzą opieką zapewne nie ma ochoty zostawiać...
– Pojechaliśmy do opuszczonego gospodarstwa, żeby zadbać przynajmniej o zwierzęta – mówi wójt, Krzysztof Kryszczuk. – A tu nawet żadnej paszy nie ma, żeby to wszystko ponakarmiać. Na szczęście w Skórcu znaleźliśmy rodzinę rolnika. Zgodzili się zabrać świnie na przechowanie. Krowy pasły się na łące. Tyle tylko że powinno ich być pięć, a były dwie... Jednym słowem – chłopa zgarnęła policja, a chłopu krowy złodzieje zgarnęli...
Wójt zawiadomił więc policję o kradzieży krów. Jednocześnie władze gminy same rozpoczęły poszukiwania rogacizny, za którą przyszło im nieoczekiwanie odpowiadać.

– Pomyśleliśmy, że dobrze by było, jakby gospodarz zza krat jakiś gryps sypnął – mówi zastępca wójta, Jan Romańczuk. – Może to on gdzieś te krowy zakamuflował, jak się o odsiadce dowiedział...

No i władza zaczęła przemierzać wykroty, żeby manka nie miała. Na szczęście krowy się znalazły. Bo akurat te trzy pasły się na jakichś nieużytkach. W dojeniu zguby uczestniczył osobiście pracownik Urzędu Gminy. Ludzie to widzieli, co urzędnikowi niewątpliwie autorytetu nie przysporzyło.
Zaczęło się szczęścić. Do gminy przyszła informacja z sądu, że chłopa mają jednak wypuścić. Ze Skórca akurat rodzina po świnie jechała, więc wójt szybko transport odwołał. Po co człowieka stresować. Wraca z odsiadki, a tu świń nie ma.

– Ledwo zdążyłem transport odwołać, a tu za 15 minut mam kolejną informację z sądu. Że jednak z tym puszczaniem to nie tak szybko i muszą się jeszcze ze sprawą przespać... Nie mogę publicznie powiedzieć, co sobie wtedy pomyślałem.
– Jutro rano pracownik UG też jedzie do wsi, żeby pomagać doić i obrządzać – mówi zastępca wójta.
– Nikt z sąsiadów nie zamierza się tym zajmować.
A sam wójt Kryszczuk ma dosyć tej partyzantki i przygotował rozwiązanie bardziej radykalne.
– Na pół roku przeniesiemy Urząd Gminy do tej wsi – mówi wójt.
– Niech i tam ludzie poczują, że władza jest bliżej obywatela...

PS  Po dwóch dniach rolnik, decyzją sądu, wyszedł z więzienia i wrócił do gospodarstwa.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości