Reklama

Wyłudził, czy... nie skosił?

Przedsiębiorca, który wydzierżawił grunty rolne od ANR został skazany na 8 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata i wysoką grzywnę.

Sprawa dotyczy pierwszych dwóch lat funkcjonowania dopłat unijnych. Sąd uznał, że przedsiębiorca świadomie i celowo podał nieprawdziwe dane we wnioskach o dopłaty unijne. On twierdzi jednak, że w sprawie tej może być jedynie mowa o błędzie,
a dodatkowo błędy popełniły wszystkie strony: kontrolerzy z ARiMR, prokuratura i sąd.

Pierwsze dopłaty
- To były pierwsze lata dopłat unijnych, a ja dopiero od kilku miesięcy dzierżawiłem część gruntów, więc granice niektórych działek znałem tylko z wyrysów geodezyjnych. Dlatego, żeby nie popełnić błędu, poprosiłem o pomoc w wypełnianiu wniosku o dopłaty pracowników Ośrodka Doradztwa Rolniczego - wspomina przedsiębiorca.
Do ODR poszedł z całą swoją dokumentacją. Wniosek wypełniono
i złożono.
Część gruntów znajdowała w się poza Mazowszem, w innych województwach. Do niektórych gruntów przysługiwały dodatkowe płatności dla obszarów o niekorzystnych warunkach, które należy utrzymywać
w odpowiedniej kulturze rolnej, czyli, na przykład, łąki należy skosić w odpowiednim terminie.
- Do prac rolnych, czyli do koszenia łąk, wynajmowałem ludzi, mieszkających w sąsiedztwie dzierżawionych terenów – mówi przedsiębiorca.
Jednak pierwsza kontrola z ARiMR wykazała, że część łąk nie została
w terminie skoszona. Kontrolerzy wykonali zdjęcia nieskoszonych terenów. ARiMR uznała, że przedsiębiorca podał nieprawdziwą, zawyżoną wielkość gruntów. We wniosku widniało 164,21 ha (z 200 należących do przedsiębiorcy), ale kontrolerzy uznali, że jest tego 141,76 ha. Przedsiębiorcy nie należało się więc 12 736 zł dopłat, z kwoty, którą otrzymał. Ukarano go karą, wynoszącą 25 472 złotych.
Podobna sytuacja powtórzyła się w 2005 roku. Przedsiębiorca podał we wniosku 314,94 ha do dopłat,
a kontrolerzy uznali, że kwalifikuje się jednie 301,83 ha, więc nie należy mu się 9 679 zł z uzyskanych dopłat.
- Jako niedoświadczony jeszcze dzierżawca uznałem, że zarówno ja, jak i pracownicy ODR, pomagający mi wypełnić wniosek, mogliśmy się po prostu pomylić. Wychodziłem z założenia, że to kontrolerzy zmierzyli prawidłowo tereny, więc uznałem swój błąd i nie odwołałem się od wyników kontroli i wydanych decyzji. O tym, że mogło być inaczej, dowiedziałem się dopiero trzy lata później.

Proces
Trzy lata później sprawa niewłaściwie podanych gruntów trafiła do sądu. Historia aktu oskarżenia jest dosyć ciekawa. Prokurator oskarżył przedsiębiorcę, że świadomie podał nieprawdę, aby otrzymać nienależne mu korzyści majątkowe, jednak Sąd Rejonowy (wydział karny) umorzył postępowanie, argumentując, że materiał dowodowy nie zawiera żadnych dowodów, świadczących o tym, że przedsiębiorca działał umyślnie z zamiarem popełnienia przestępstwa. Prokuratura odwołała się od wyroku, a wówczas Sąd Okręgowy nakazał Sądowi Rejonowemu sprawę ponownie rozpatrzyć.
Przygotowując się do rozprawy, przedsiębiorca dowiedział się od sołtysa, nadzorującego prace polowe na dzierżawionych gruntach, że kontrolerzy z ARiMR sfotografowali nieskoszone pola sąsiednie, a nie
te dzierżawione przez przedsiębiorcę.
- Tylko część działek poddawanych kontroli należała do przedsiębiorcy
- zeznawał sołtys.
Sąd jednak nie wziął pod uwagę jego zeznań, powołując się na fakt, że podpisał przecież protokół kontroli, nie wnosząc zastrzeżeń.
- Znamienne jest to, że sędzia wydając wyrok, opierał się na kserokopiach dokumentów, dostarczonych z ARiMR, które nawet nie były poświadczone za zgodność z oryginałem oraz na opinii biegłego geodety, który nie był w terenie, a jedynie analizował dokumenty. Owszem, przesłuchał pracowników Agencji, ale oni całą znajomość sprawy opierali na protokołach, żaden z nich nie  był przy ich sporządzaniu. Nie przesłuchano natomiast pracowników ODR, którzy pomagali mi wypełniać wniosek – mówi przedsiębiorca.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama