Zdjęcie z okładki książki przedstawia Ludwika Dzieciątko. Mężczyzna wygląda jak bohater amerykańskiego czarno-białego filmu z początku lat pięćdziesiątych.
W modnej w tamtych czasach gładko zaczesanej do tyłu fryzurze, z nogą założoną na nogę, w rozpiętym białym fartuchu, eleganckich lakierkach, białych skarpetach, spodniach prasowanych w kant i obowiązkowym krawacie Ludwik siedzi na krześle przed wejściem do swojego zakładu. Od bohatera amerykańskiego filmu odróżnia go jedynie napis znajdujący się na szybie, tuż za jego plecami „Fryzjer dla pań i panów”. Starsi sokołowianie doskonale pamiętają tego fryzjera z klasą. Mówią, że takich mistrzów grzebienia, jak Ludwik Dzieciątko, już nie ma. Każdy klient w jego zakładzie czuł się jak prawdziwy pan. Strzyc się u niego lubiły też dzieci. Czekał na nie z landrynkami. Każde z nich, przed rozpoczęciem strzyżenia, miało zagwarantowaną dodatkową rozrywkę. Pan Ludwik sadzał je na specjalnym, obrotowym krześle, którym kilkakrotnie mocno kręcił. Dopiero wtedy mógł strzyc. Takich fryzjerów już nie ma, ani w Sokołowie, ani poza nim. Jego zakład został otwarty w 1933 roku, a zamknięty w 1980 roku. Pewnie dlatego to Ludwik Dzieciątko, czekający na klientów przed swoim zakładem, został „panem z okładki” książki „Rzemiosło w tradycji Sokołowa” wydanej przez Sokołowskie Towarzystwo Społeczno-Kulturalne.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!