Reklama

Za kratki recydywistę...

No nie da się ukryć, trochę wypił. Nie za dużo, bo musiał jeszcze wrócić do domu rowerem. W końcu to tylko kawałeczek i to wiejską drogą. Niby nic, ale w dzisiejszych czasach człowiek nigdzie nie może sie czuć całkiem bezpiecznie... I przytrafił mu się prawdziwy pech, można powiedzieć, jeden na milion.

„Za zakrętem stali, rower mu zabrali, chłopcy już się cieszą, rolnik idzie pieszo...”. Niestety, dalej nie było już tak wesoło jak w piosence Andrzeja Rosiewicza. Rolnik z podsiedleckiej gminy, w myśl nowego prawa, trafił przed sąd. Zabroniono mu jazdy na rowerze, bo prawa jazdy nie posiadał. Jego jedynym środkiem lokomocji był właśnie wysłużony jednoślad. Najwyraźniej ukaranemu mężczyźnie trudno się było z rowerem rozstać. Nie wytrzymał i wybrał się nim po zakupy do miasta. A że nieszczęścia chodzą parami, to znowu namierzyli go stróże prawa. Został zatrzymany za to, że przejechał rowerem przez przejście dla pieszych, i to niestety, w poprzek.
   Pewnie skończyłoby się na ustnej reprymendzie czy niewielkim mandacie, ale w tym wypadku komputeryzacja nie okazała się sprzymierzeńcem rolnika. Szybko ustalono, że był już niedawno karany i teraz ponownie musiał stanąć przed sądem. Tym jednak razem, jako recydywista...
A dla takich, jak wiadomo, Kodeks karny jest bardzo surowy. I rolnik na łaskawość liczyć nie mógł. Nie spodziewał się jednak, że otrzyma karę, która może zrujnować jego całe życie. Wyrok był dla cyklisty druzgocący

- 6 miesięcy pozbawienia wolności! I to nie w żadnych „zawiasach”, ale do odsiadki.
Wyrok zapadł w ubiegłym roku, ale skazany recydywista nie poszedł od razu za kratki. Musiał poczekać na swoją kolej, bo jego nowy adres zamieszkania jest bardzo oblegany i trzeba swoje odstać w kolejce... Kara wisiała nad nim jak miecz Damoklesa. Aż wreszcie Temida upomniała się o swoje. Sąd przysłał „powiastkę”, że rolnik ma się zgłosić do zakładu karnego, aby odbyć w nim swój wyrok. Datę wyznaczono na 12 marca. Gorzej już być nie mogło. Orać pora, ziarno do siewu szykować. To nie czas, żeby za grzechy pokutować. Jednym słowem czarna rozpacz.
Wyrok na rolnika dotknął nie tylko jego, ale także władze gminne. Na biurku wójta znalazło się pismo z sądu rejonowego, którego treść mocno zafrasowała szefa samorządu. Okazało się bowiem, że na czas odsiadki obywatela, to gmina będzie się musiała zająć jego gospodarstwem, a mówiąc dokładnie, tym co trzeba w nim karmić, poić, doić i doglądać. Kiedyś cały inwentarz dałoby się w „dzierżawę” najbliższemu PGR-owi, i po kłopocie. Tylko że takie przeżytki dawno już zlikwidowano.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości