Nieustanny, wciąż od nowa ponawiany wysiłek, by dźwigać kulturę na wyżyny – to z pewnością warte jest stałej, sumiennej opłaty. Sprawiedliwie więc czyni telewizja, domagając się abonamentu. Tyle przecież w niej wartościowych, niepowtarzalnych, nigdzie indziej niespotykanych programów, o których TVN czy Polsat mogą co najwyżej pomarzyć. Tyle wybitnych filmów, wyświetlanych w porze najlepszej oglądalności, zaraz po wieczornych wiadomościach, w tej cudownej porze, kiedy dzień szczęśliwie się wypełnia.
Wystarczy spojrzeć do programu. Wtorek, godz. 20.15: „Niewinni czarodzieje” Andrzej Wajdy, środa, 20.10: „Matka Królów” Janusza Zaorskiego, czwartek o tej samej porze – najnowszy film Almodovara, w piątek – „Powiększenie” Antonioniego, a w Dwójce „Amarcord” Felinniego. Tak, tak publiczna telewizja to sam miód i esencja kultury... Nie jakieś badziewne tańce gwiazd na lodzie, czy niezbyt mądre teleturnieje, w których wygrywa ten, kto celniej trafi w gust pospolity. Ten żal zostawmy żałosnym telewizjom komercyjnym. Niech się ścigają, niech się ślizgają na tym tandetnym lodzie...
Dlatego, wyznajmy to raz jeszcze, warto płacić abonament. Bo żadna złotówka nie zostanie zmarnowana. Zmarnowana na przykład na samolubne lansowanie prowizorycznej partii politycznej, która – kiedy przyjdzie wysypać kartki z urny - dostanie w wyborach 1,14 proc. głosów i rozpłynie się w niebycie. Taka rzecz w publicznej telewizji, takie lansowanie bezwstydne, powiedzmy siebie szczerze, nigdy nie mogłaby się zdarzyć. W publicznej telewizji nie można bowiem kierować się prywatą. Zaprawdę, słuszną i sprawiedliwą rzeczą jest telewizyjny abonament. Kto nie płaci abonamentu, nie zasługuje na to, by publiczną telewizję oglądać. Tak właśnie być powinno. Są na to wypróbowane sposoby, by ukrócić takie nielegalne oglądanie i podglądanie. Choć właściwie jeden sposób wystarczy - publiczną telewizję należy zakodować.
Zamiast nieskutecznie ściągać publiczną daninę od wszystkich, niech możliwość i przywilej oglądania publicznej TV mają tylko ci, którzy abonament płacą. Tak będzie sprawiedliwie. Kto nie płaci, nie powinien mieć możliwości oglądania tak wyjątkowych pozycji programowych, jakie powstają na Woronicza.
Tym, którzy płacić nie zechcą, pozostaną Polsat i TVN oraz – lekko licząc - jakieś dwieście innych stacji w kablówkach i platformach cyfrowych, stacji, które jakoś wiążą koniec z końcem i o abonament się nie upominają. Dziennikarze publicznych mediów będą mogli zająć się robotą, a nie zachowywać się jak zawodowe płaczki i snuć na antenie nieskończone żale nad złymi politykami, którzy – kasując daninę, chcą pozbawić ich chleba. Bo naprawdę żal takich żałośliwych wystąpień słuchać. Niech płaczą ci niedobrzy widzowie, którzy abonamentu TVP nie wykupili. Skazani na komercję z pewnością zauważą, że z powodu swego skąpstwa mają teraz gorszy program, mniej ciekawych filmów, beznadziejną publicystykę i głupsze teleturnieje. I jeszcze za gwiazdami i tańcami na lodzie zatęsknią.
Dariusz Kuziak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!