Reklama

Zamknięty rozdział

Z wielkim smutkiem przyjąłem wiadomość o śmierci gen. bryg. Tadeusza Sawicza, ostatniego polskiego pilota biorącego udział w Bitwie o Anglię. Był żołnierzem Dywizjonu 303, a później dowodził innymi polskimi formacjami lotniczymi. Mam poczucie osobistej straty, tak dojmującej, jak po pożegnaniu kogoś bliskiego. Mój ból wynika nie tylko z faktu odejścia generała Sawicza, ale jeszcze bardziej z uświadomienia sobie, że nieodwołalnie zamknął się ważny rozdział mego życia; skończyła się epoka, która ukształtowała mnie jako człowieka i Polaka. I nie ma w tej deklaracji odrobinki wymuszonej egzaltacji, kokieterii, czy okazjonalnej retoryki...
Z niejakim wstydem muszę wyznać, że przez kilka pierwszych lat mojej  edukacji szkolnej nie zaliczałem się do moli książkowych. Obowiązkowe lektury czytałem z musu – nużyły mnie okrutnie. Podręczniki nosiłem do szkoły sumiennie, ale sporadycznie do nich zaglądałem. Wszystko zmieniło się w piątej klasie, gdy pojawił się nowy przedmiot – historia. Polubiłem ją natychmiast i bezwarunkowo. I głównie z tej miłości sięgnąłem po książki rychło przekonując się, że tylko przez czytanie zaspokoję potężniejący głód wiedzy.

Któregoś dnia, gdy stojąc na drabince, przeglądałem w siedleckiej księgarni „Świt” półkę z literaturą historyczną, natknąłem się na niepozorną książkę. Na jej okładce pikował ku ziemi hitlerowski bombowiec ciągnący za sobą kitę płomieni i dymu; nad nim unosił się myśliwiec. Przeczytałem spis treści, obejrzałem fotografie, kupiłem… i mam tę książkę do dziś: „Dywizjon 303” Arkadego Fiedlera. Od jej lektury zaczęła się moja fascynacja dziejami lotnictwa polskiego i lotnictwem w ogóle. Była tak trwała, że po skończeniu szkoły średniej ubiegałem się o przyjęcie do dęblińskiej Szkoły Orląt. 
Nastolatki o podobnych do moich zainteresowaniach czytały książki o walkach polskich lotników na Zachodzie z jeszcze większym zapamiętaniem, niż współczesne dzieci czytają baje o Harrym Potterze. Nasze lektury miały jednak ten pozytyw, że przekładały się na postawy. Na przerwach szkolnych, czy po lekcjach komentowaliśmy treść tych książek, czytaliśmy kolejne przed zaśnięciem, a zasypiając widzieliśmy się za sterami samolotów koszących szwabskie maszyny jedna za drugą.

Częścią tej pasji było klejenie kartonowych modeli bombowców i myśliwców, co nasze mamy przyjmowały z zadowoleniem, bo siedzieliśmy w domach i „głupoty się nas nie trzymały”. 
Sawicz, Arct, Król, Skalski, Horbaczewski, Zumbach, Urbanowicz – to bohaterowie dla mego pokolenia. Czy będą bohaterami dla naszych dzieci i wnuków, czy też zastapią ich bohaterowie gier komputerowych i filmów fantasy?
Boxer

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości