W Sabniach wciąż trwa świąteczna akcja pomocy rodzinie Kaperów, która dach nad głową straciła trzy dni przed Sylwestrem. Pomoc pogorzelcom obiecali sąsiedzi i władze gminy. Słowa dotrzymali. Teraz, kiedy od tamtych wydarzeń minęło zaledwie pięć miesięcy, nowy dom Kaperów został już prawie odbudowany.
Ogień pojawił się nagle, w piątkowy grudniowy, mroźny ranek. Czteroosobowa rodzina Kaperów jadła śniadanie. Ledwie minęło Boże Narodzenie, a jeszcze nie nadszedł Sylwester. Cały dom spłonął. Ocalały tylko drzwi wejściowe. Na nich, jakby nic się stało, jeszcze kilka dni po pożarze, wisiał świąteczny wieniec. Ogień doszczętnie strawił cały dorobek życia, pozbawił wszystkiego. Drewniany dom nadawał się tylko do rozbiórki. Najmniej zostało z łazienki. To właśnie w tym pomieszczeniu, prawdopodobnie od piecyka, zaczął rozprzestrzeniać się ogień. Sąsiedzi zaczęli pomagać od razu. Widząc pożar, szybko przybiegli na pomoc. Razem udało się uratować część: rzeczy, mebli, ubrań. Szkolne podręczniki dzieci Kaperów - dziewięcioletniej dziewczynki i jedenastoletniego chłopca nie spłonęły, ale zamokły podczas akcji gaśniczej.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!