Reklama

Żegnaj, Andrzeju

Wczoraj, 27 czerwca ok. 22.00 zmarł Andrzej Meżerycki. Od kilku lat walczył z chorobą nowotworową. Odszedł człowiek, będący już za życia legendą siedleckiej kultury. Przeczytajcie wspomnienie o Tym Człowieku dużego formatu.

Legendarny Meżer... Żył intensywnie, choć jak na artystę nietypowo: nie pił, nie palił, całkowicie oddawał się pracy. Doba była dla niego zdecydowanie za krótka. Nigdy nie opuścił poprzeczki. Walczył o Kulturę przez duże K. Dzięki niemu CKiS od lat należało do czołówki ośrodków kulturalnych w kraju. Kochał to, co robił, całym sercem! Będzie nam go brakowało bardzo. Ostatnie dwa lata, to był pokaz męstwa. Z wielką odwagą i wewnętrzną pogodą walczył z nowotworem. Nie ukrywał choroby, ale też wcale nie liczył na taryfę ulgową. Dawał z siebie wszystko. Do końca. Żegnaj Andrzeju.
Redakcja "Tygodnika Siedleckiego"

Reklama


Jerzy Kobyliński, Orkiestra Dni Naszych:

Andrzej wprowadził mnie w świat kultury i wspominam go najlepiej  jak można. Poznaliśmy się,  kiedy  byłem studentem. Został moim przewodnikiem w każdej dziedzinie życie. Nie da się krótko w kilku zdaniach mówić czy wspominać tak Wielkiego Człowieka. Andrzej był ważną osoba nie tylko dla mnie, ale i dla Siedlec. Czego Andrzej nie dotknął, czego nie wymyślił, stawało się wielką sprawą. Niesamowicie pracowity, do ostatnich swoich dni. Zadawałem sobie zawsze, co on jeszcze wymyśli, czym nas zaskoczy. Mógł jeszcze wiele zrobić. Odszedł za wcześnie. Dla mnie to był człowiek ster, żeglarz i okręt…

Reklama

Krzysztof Kryszczuk, wójt gminy Wiśniew, wcześniej wicedyrektor siedleckiego Centrum Kultury i Sztuki:

Poznaliśmy się za studenckich czasów w Klubie Limes. Właśnie odbywały się Jackonalia, a Andrzej był ich głównym organizatorem. Niedługo potem zaproponował mi pracę w Teatrze ES. To było dla mnie wyróżnienie. Od tamtej pory rozpoczęła się nasza przyjaźń. Mieliśmy podobne charaktery, bo urodziliśmy się tego samego dnia. Świetnie się rozumieliśmy. Dzięki Andrzejowi w Siedlcach powstało wiele wspaniałych imprez i grup m.in. Caro Dance, Teatr ES, imprezy jazzowe. Wyliczać można bez końca. Dzięki niemu kultura siedlecka była kultura prze duże „K”. Te wszystkie inicjatywy miały tak wysoki poziom dzięki Andrzejowi. Kultura była jego ukochanym dzieckiem. To właśnie on stworzył wszystko to, co najlepsze w Siedlcach.

Reklama


Mariusz Orzełowski, muzyk, dyrygent, szef gabinetu prezydenta Siedlec:

Jesteśmy właśnie na urlopie na Mazurach z moim bratem Grzegorzem i jego żoną Iwoną. Jest nami też Milena Madziar i Maciej Turkowski. Wszystkim nam jest nam bardzo ciężko. Straciliśmy Wielkiego Człowieka. Pomimo iż od pewnego czasu choroba nie pozwalała mu pracować z nami, to jego osoba była obecna, był gdzieś obok nas. Znaliśmy się 20 lat, Andrzej był niepowtarzalny i jedyny w swoim rodzaju. Trudno coś powiedzieć w takiej chwili. Jest pustka, ale wypełnia ją to wszystko, co nam przekazał, co zostawił po sobie . Siedlce straciły Wielką Postać. Choć myślimy, że go już nie ma wśród nas, to pozostaje nam miłość do sztuki, jakiej nas nauczył. Dla niego sztuka to było coś więcej niż komercja. Cały czas mam wrażenie ,że siedzi tu koło nas i głaszcze się po głowie, w charakterystyczny dla siebie sposób…

Reklama


Alicja Maciejewska Szturma, bliska znajoma z okresu studiów, aktorka teatru ES:

Andrzej był twórcą studenckiego Teatru „ES”. Zapamiętałam go jako człowieka kreatywnego, twórczego, miał niesamowite pomysły na realizowanie spektakli. Patrząc na niego miało się wrażenie, że ciągle błądzi gdzieś myślami. Miał chyba swój własny świat i w nim żył. Tym światem był właśnie Teatr – największa pasja jego życia. Nie zapomnę nigdy obozu teatralnego w Mierzwicach nad Bugiem i prób w naturalnej scenerii tamtych stron. Zrywaliśmy się wcześnie rano, by biec, przed próbą, do lasu na grzyby. Godzina 10 – próba, później zasiadaliśmy przed swoimi domkami, obieraliśmy nasze leśne zdobycze i w wielkim garze robiliśmy smażonkę dla zespołu. Po południu znów próba na łące, nad brzegiem rzeki. Andrzej przyniósł szale delikatnego, białego materiału, który miał zagrać w naszym nowym spektaklu. Wrażenie niesamowite: błękitne niebo, dookoła kwiecista łąka, obok przepiękny, skrzący się promieniami słońca Bug i my – studenci WSRP biegający z materią i bawiący się jak małe dzieci,  z wiatrem we włosach. Chyba nigdy nie byliśmy tacy szczęśliwi. Zawsze mieliśmy nadzieję, że jeszcze tam powrócimy…

Reklama

Nasz wyjazd do Krakowa, na Reminiscencje Teatralne,  starym „Ogórem” (tak nazywaliśmy autobus marki Jelcz) rozpoczął się brawurową jazdą wśród wąskich krakowskich uliczek Starego Miasta, między rzędami zaparkowanych po obu stronach jezdni samochodów. Andrzej trzymał się za swoją bujną czuprynę z przerażeniem. Wybrnęliśmy jednak z tej trudnej sytuacji. Później zagraliśmy, świetnie odebrany przez jury, spektakl „Z życia i pieśni Kruka”.

Niezapomniane były spektakle, które tworzył spontanicznie, z uśmiechem, ale i ogromnym skupieniem i zadumaniem.

Reklama

Poza tym świetnie recytował. W jego głosie był czar, magia. Nie sposób było go nie słuchać. Gdy zaczynał mówić, wszyscy słuchaliśmy go z ogromnym skupieniem.  Jego dusza była duszą Artysty przez duże „A”.

Śmierć Andrzeja jest dla nas wszystkich strasznym szokiem. Był jedną z tych postaci świata twórców, którzy swoją pracę traktowali nie jako obowiązek, ale potrzebę serca. Niektórzy z aktorów Teatru „ES” poszli jego drogą, bo potrafił zaszczepić w nas tego teatralnego bakcyla. Dziś mogę mu podziękować również i za to, bo sama tworzę teatr. Na zawsze pozostanie w mojej pamięci.

Reklama


Marian Szturma, przyjaciel ze studiów, aktywnie działał w Klubie studenckim „Limes”:


Śmierć Andrzeja to ogromna strata dla kultury polskiej. Był artystą niepospolitym, fantastycznie aktywnym, ciągle tworzącym i inspirującym. Ktokolwiek miał z nim kontakt na niwie artystycznej przejmował od niego entuzjazm twórczy i siłą rzeczy włączał się w wir działań, których był niepowtarzalnym animatorem.

Przyglądając się jego działaniom i współpracując z nim , nie sposób było go zawieść, bo bardzo poważnie traktował każde powzięte dzieło i jego współtwórców.

Reklama

Za wcześnie, zdecydowanie za wcześnie odszedł. Mógł z pewnością jeszcze bardzo wiele dokonać.


Halina Tunkiewicz, aktorka Teatru „ES”, pracownik CKiS:

Gdyby nie Andrzej nie wiem, kim byłabym dzisiaj. To on zaraził mnie miłością do teatru. Jak każda mała dziewczynka i ja marzyłam o tym, żeby być aktorką. Dorastając, zapomniałam o tych marzeniach. Z Andrzejem poznaliśmy się na pierwszym roku studiów. Zaproponował mi pracę w Teatrze „ES” i wtedy… zapomniałam się w sztuce teatralnej. Przy nim realizowałam swoje dziecięce marzenia. Zawsze mnie wspierał i pomagał – kiedy byłam studentką i kiedy pracowałam w CKiS. Cały ten czas jestem związana z teatrem. Był dobrym człowiekiem i miał ogromne serce dla innych. Wiem, że ani dziś, ani nigdy, kiedy z nami pracował, nie chciał, byśmy tak o nim myśleli. Udawał twardziela. Pokazywał, że ze wszystkim zawsze sam sobie da radę. Nigdy nikomu nie odmówił wsparcia czy pomocy. Zawsze można było na niego liczyć.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości