Pod felietonem o Nergalu internauci powadzili się o… stosunek do pomników żołnierzy radzieckich. Jeden z dyskutantów, podkreślając swą bezkompromisowość, użył określenia „azjatycka dzicz”. Nie sądzę, aby ów internauta był tak sędziwy, jak hrabina Karolina Lanckorońska (1898-2002) i miał jej wiedzę i doświadczenie, ale łączy ich wspólnota mentalna.
Pani Karolina była kobietą wszechstronnie wykształconą, władającą biegle czterema językami, estetką i wytrawną znawczynią kultury europejskiej. I zapewne z tej przyczyny w swych wspomnieniach „azjatycką dziczą” nazwała żołnierzy rosyjskich, tak prymitywnych, że niepotrafiących skorzystać z toalet jej rezydencji. (Choć nie zauważyła, że nie potrafili tego także chłopi mieszkający w podlwowskich dobrach jej rodziny, od zawsze biegający „za potrzebą” za stodołę). Gwałty i bezprawia dziejące się pod rządami wschodniego okupanta sprawiły, że p. Karolina z nadziejami przyjęła przyjście okupanta zachodniego. Wszak Niemcy narodem kulturalnym są, czytającym Schillera i Goethego, zasłuchanym w Mozarta i Bacha. Owszem, spodziewała się surowego, wojennego, ale jednak spokoju i porządku. I była ogromnie zaskoczona, gdy Niemcy (dokładnie jak Rosjanie) mordowali inteligencję, wysyłali do więzień i obozów Bogu ducha winnych ludzi, zaprowadzili drakońskie prawa i niszczyli ślady polskości. Ból jej był wielki, ale pełen nadziei, że to zdziczenie musi kiedyś minąć.
Tych nadziei nie zniwelował jej pobyt w obozie koncentracyjnym Ravensbruck. Nie zmniejszyła się też jej granicząca z odrazą niechęć do „azjatyckiej dziczy”, za którą miała Rosjanki - mimo ich nieugiętego stosunku do władz obozowych, mimo - opisanych przez p. Karolinę - ich zasług dla samoorganizacji więźniarek, szczególnie dla ratowania przed śmiercią kobiet – „królików doświadczalnych” zbrodniczych eksperymentów hitlerowskich „lekarzy”. Mimo wspólnoty niedoli i – tak to ujmę – głęboko humanitarnych postaw rosyjskich więźniarek, p. Karolina ani nie zweryfikowała swych uogólniających ocen „azjatyckiej dziczy”, ani nawet nie zdobyła się na cieplejsze słowa pod adresem kobiet, które – gorzko ironizuję – wykazały się cechami właściwymi narodom „wyższej” cywilizacji zachodniej. Mogę zrozumieć tę postawę, ale nie potrafię jej zaakceptować. Tak jak nie potrafię zrozumieć sensu i intencji używania dziś epitetu „azjatycka dzicz”. Cóż, jak każda generalizacja (jak choćby, że „Polacy są narodem pijaków i złodziei”), także i ta jest fałszywa. Dla mnie dowodzi jakiegoś „zafiksowania intelektualnego” i wątłej zdolności do głębszej refleksji, a ta przy zajmowaniu się historią jest nieodzowna. Boxer
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!