Reklama

Baba z brodą?

Podczas poobiedniej gawędy znajomi opowiedzieli o wrażeniach z regionalnego festynu uświetnionego przez p. Jolę Rutowicz. Nonszalancki ton opowieści o niej bardziej mnie zirytował, niż zaciekawił. Opowiadacz, choć używał słów układnych, przekazał opinie napęczniałe lekceważeniem i dezaprobatą.

Z grzeczności nie przerywałem, a z braku wiedzy o p. Joli nie polemizowałem. Jednak opinie te na tyle mnie poruszyły, że postanowiłem dowiedzieć się czegoś więcej o osobie nazwanej „globalnym wzorcem pustki intelektualnej”.
Po godzinie buszowania w cybersieci byłem zdolny do wydania własnej, „zaocznej” opinii. Cóż, nie zdobyłem argumentów zdolnych podważyć  negatywne sądy znajomka o p. Joli, ale też bardziej zainteresowały mnie mechanizmy, które pozwoliły jej zrobić tzw. karierę medialną.

Za mej młodości Polak-szarak czy Polka - szarówka stawali się publicznie znani, gdy np. wygrali radiową „Zgaduj - Zgadulę” bądź telewizyjną „Wielką Grę” wykazując się często imponującą wiedzą. Jak pewien motorniczy, który wygrał kilka kolejnych edycji „Wielkiej Gry” popisując się perfekcyjną wiedzą o polskich pisarzach – czytając o nich podczas postojów tramwaju na pętlach. Przykład p. Joli dowodzi, że wiedza nie jest szczególnie potrzebna, by stać się gwiazdą pewnego rodzaju programów i pism. Liczy się zaintrygowanie widzów i czytelników. I takich osób podobnych p. Joli - jak zdążyłem się zorientować
 - a nałogowo obecnych w polskim „hajlajfie”, jest spory zastęp.

Wypowiadający się o p. Joli mają ją za współczesną mutację „baby z brodą”, czyli kuriozum pokazywanym pospólstwu za grosze w jarmarcznej budzie. Nazywając ją „osobą nijaką w stopniu najwyższym”, uważają, że nie do końca (o ile w ogóle) p. Jola zdaje sobie sprawę z przyczyn, dla których ona, była pracownica solarium, po występie w „Big  Brotherze” stała się ozdobą salonów. Ba, i to nie ona dobija się do nich, ale jest na nie zapraszana inkasując za tę grzeczność spore pieniądze (średnio dwie - trzy średnie krajowe za „występ”).

Jestem w stanie wyobrazić sobie zgoła inny scenariusz. Nie da się bowiem wykluczyć, że p. Jola jest sprytniejsza, bo mając z tego dużą kasę, bardzo dba o utrwalanie swego obrazu „słodkiej idiotki” i od czasu do czasu skandalizuje dla podtrzymania zainteresowania sobą. Jeśli tak byłoby, nasuwa się dość logiczny wniosek, że i zapraszający p. Jolę na różne imprezy i ci, których jej osoba przyciąga na owe spektakle (?) są po prostu oszukiwani. To nie oni
z niej, jak sądzą, się nabijają, lecz ona z nich – i to za ich pieniądze.
A to by znaczyło – tak to układnie ujmę – że są dużo mniej rozgarnięci od p. Joli, którą mają za krańcowe stadium nierozgarnięcia...

Boxer

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama