Reklama

Chcesz indyka? Żądaj byka!

Puka do drzwi tych, do których innym brakuje śmiałości. I ściąga do Siedlec śmietankę polskich sportowców.

W Szkole Podstawowej nr 8 w Siedlcach jest organizowany cykl „Lekcje wf z...”. Placówkę odwiedziły gwiazdy sportu, w tym medaliści olimpijscy: zapaśnik Tadeusz Michalik, łyżwiarka szybka Kasia Woźniak czy wioślarka Agnieszka Kobus-Zawojska.

Z pomysłodawcą projektu, przewodniczącym szkolnej rady rodziców, Leszkiem Osikiem rozmawia Paweł Świerczewski.

- Czy jest Pan upartym człowiekiem?

- Chyba tak. Dodałbym do tego jeszcze: zawziętym i konsekwentnym.

- Tak właśnie myślę, że osobie bez tych cech trudno byłoby ściągnąć te zabiegane gwiazdy sportu do naszego miasta.

Reklama

- To byłoby nierealne. Cały czas trzeba o sobie przypominać, pilnować kalendarza i, powiem brzydko, być upierdliwym.

- Na pewno zdarzały się odmowy, ale Pan nie należy do ludzi, których łatwo zbyć. 

- Zdecydowanie. Była taka historia z Piotrkiem Liskiem, który  powiedział, że to, co robię, zakrawa
na stalking. Ale nie ma do mnie  pretensji, bo wie, że przyświeca mi  dobro dzieci.

- Skąd pomysł na organizację  cyklu?

- Podobne rzeczy robiłem jeszcze, gdy mój syn był przedszkolakiem. Do „Dwudziestki” ściągnąłem
pilotów z 23. Bazy Lotnictwa Taktycznego w Mińsku Mazowieckim,  wśród których była kobieta, jedna
z trzech zajmujących się tą profesją  w całej Polsce. Później do Siedlec  przyjechała himalaistka Miłka Raulin,
a mój młody przez trzy godziny słuchał jej opowieści z otwartą buzią  i chciał tylko, żeby mu wody podawać. Pomyślałem sobie: „Kurczę,  świetna sprawa. Może warto byłoby w tym kierunku iść, skoro robi to  takie wrażenie na dzieciakach”. Na  szczęście w podobny sposób myśli  dyrektor SP 8, Karol Wnorowski.  Bardzo zaangażowali się również  nauczyciele. Więc jeśli ktoś myśli, że  „Lekcje wf z...” to zasługa wyłącznie  Leszka Osika, jest w błędzie. Ojców  i matek sukcesu jest więcej.

Reklama

- Rzeczywiście, można mówić  o sukcesie, skoro patronat nad  szkolnym projektem objął Polski  Komitet Olimpijski. Wyżej się już  chyba nie dało zapukać.

- Działam na zasadzie „Chcesz indyka? Żądaj byka!”. Dlatego miałem  śmiałość i tam uderzyć. Przyznam,
że byli zaskoczeni, że w Siedlcach  coś takiego się odbywa, ale zostałem  przyjęty bardzo serdecznie. Okazało się, że są chętni wesprzeć naszą  inicjatywę. A logo PKOL otworzyło  mi wiele drzwi, zarówno jeśli chodzi  o namawianie sportowców do przyjazdu, jak i pozyskiwanie sponsorów.  Chociaż na początku pojawiały się pytania, czy nie używam go bezprawnie.  Do ludzi po prostu nie docierało, że tak  ważna instytucja może zainteresować
się jakąś tam lokalną inicjatywą. A ja  uważam, że jak już coś robić, to na  grubo. Nasz przypadek pokazuje, że  zawsze warto próbować.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości