Reklama

Chudła pół kilograma

"Precyzyjna technika w służbie piekielnej bystrości spojrzenia. Portrety też świetne, zwłaszcza high keye, ale reportaż obyczajowy naprawdę na najwyższym poziomie. Zwłaszcza ta szczypta humoru" ...

...napisał w księdze pamiątkowej, towarzyszącej otwartej 25 sierpnia 1960 r. w galerii Kordegarda pierwszej indywidualnej wystawie fotografii Zofii Nasierowskiej pochodzący z Siedlec znany krytyk filmowy, Jerzy Płażewski. Autorka tych prac miała wówczas 22 lata i od 8 lat była członkinią Związku Polskich Artystów Fotografików. 

"Ano kochany seniorze ZPAF, idzie dobrze, nawet bardzo dobrze! Kompozycję figuralną (portrety) masz świetne. Ale zdaje się, że twoja droga to właśnie życie, widziane filuternie zmrużonym okiem!" - napisali z kolei koledzy Zofii Nasierowskiej ze ZPAF-u. 

Dodam tylko, że Zofia Nasierowska, córka fotografa Eugeniusza Nasierowskiego, siostra również fotografującej Janiny Nasierowskiej zaczęła fotografować, mając 7 lat. Jako 11-letnia dziewczynka wzięła udział w zbiorowej wystawie fotografii. 

W wydanej kilka tygodni temu przez Wydawnictwo Marginesy 430-stronnicowej "Fotobiografii" Zofii Nasierowskiej pióra Zofii Turowskiej znajdziemy jeszcze wiele innych, równie pochlebnych recenzji jej prac, wystawionych wyjątkowo zdolnej i cenionej polskiej fotografce zarówno przez kolegów fotografów, jak i osoby, które fotografowała - w większości gwiazdy polskiego teatralnego i telewizyjnego firmamentu.  

„Fotografka Boska” – pisał Melchior Wańkowicz, "Zofia Nasierowska – to czułe kobiece oko, to legenda polskiej fotografii portretowej. Zosia Nasierowska – to szczególne, słoneczne zjawisko w naszym zgrzebnym peerelowskim życiu" – chwalił Tadeusz Konwicki. Niedawno "Newsweek" poszedł w tych pochwałach jeszcze dalej, tytułując Zofię Nasierowską „Annie Leibovitz Peerelu!”

"Każdy chciał mieć zdjęcie od Nasierowskiej. Kobiety, bo wyglądały romantyczniej niż w rzeczywistości, mężczyźni – bo subtelniej. Z jej fotograficznych portretów promieniowała fascynująca siła piękności. W szalonych i twórczych latach sześćdziesiątych i w pełnych propagandy sukcesu latach siedemdziesiątych niezmienne było jedno – na dziesiątkach okładek „Filmu”, „Ekranu”, „Zwierciadła”, „Przekroju” oraz „Kobiety i Życia” zdjęcia twarzy znanych aktorek i aktorów, niemal zawsze opatrzone podpisem „Foto: Zofia Nasierowska”. Krytycy podkreślali, że Nasierowska jest zjawiskiem i instytucją, czarodziejką i terapeutką, bo spełnia marzenia kobiet. Po trzydziestu pięciu latach pracy zawodowej, ze względu na chorobę oczu, przestaje robić zdjęcia. Nie poddaje się, jej silny charakter dyktuje wybór zupełnie odmiennego zajęcia: w domu zbudowanym nad mazurskim jeziorem otwiera pensjonat" - czytamy na okładce "Fotobiografii" - "ilustrowanej opowieści o życiu wielokrotnie spełnionym".

Zachęcając do lektury tej świetnie napisanej i udokumentowanej ponad 400 fotografiami "Fotobiografii" przywołam za Zofią Turowską fragment książki >>Jana Sunderlanda, artysty, teoretyka sztuki, człowieka głęboko kochającego fotografię, który lata szkolne spędził w Siedlcach. 

W "Estetyce i sztuce fotografii" zapisał on następującą refleksję, popartą własnym doświadczeniem: "Jeśli mam wierzyć swoim spostrzeżeniom, malarze i fotograficy mają wzrok nieco inny niż ogół ludzi. Patrzą jakoś ostro, w same oczy, atakują spojrzeniem, nieulegającym fluidom cudzego wzroku. Zwłaszcza portreciści: ich zawód przyzwyczaja do zdobywczości optycznej, do spotęgowanej spostrzegawczości, objawiającej się w budowie, ruchu, akcesoriach jego osoby i życia, jak ubiór, okulary, sceneria, papieros"<<.

"- To patrzenie w oczy wymaga nie lada kondycji i gigantycznej pracy - uzupełnia Nasierowska. - Seans trwa dwie godziny. Chudnę pół kilograma. Stres, nerwy, gonienie terminów, życie z zegarkiem w ręku. Nie jest tak słodko. Jestem cały czas skoncentrowana, zmobilizowana. Towarzyszy temu ogromne napięcie. A ja się potwornie denerwuję, gdy nie znam modela. Jestem spięta przed zdjęciami, bo nie wiem, czy uda mi się nawiązać więź psychiczną. Pod koniec wysiada mi gardło, bo lampy strasznie wysuszają błonę śluzową. A po seansie muszę się wyciszyć, mieć dwie, trzy godziny przerwy. Kosztuje mnie to tyle zdrowia, nerwów i wysiłku, że wolę pozostać w kręgu osób, które znam". 

Ciekawe, czy ktoś z Państwa jeszcze pamięta, że 22 stycznia 2003 roku Zofia Nasierowska z siostrą Janiną i mężem - reżyserem filmowym, Januszem Majewskim, gościli w Instytucie Informatyki Akademii Podlaskiej w Siedlcach, gdzie w Akademickiej Galerii Fotografii otworzyli wystawę fotografii, zatytułowaną "Z. J. E. Nasierowscy"? (Ana)

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości