Tydzień temu nawybzdyczałem się na Pana Prezydenta za szkodzący jego wizerunkowi monowyznaniowy początek kadencji, podsumowując moje rozważania, że czarno widzę tę prezydenturę. Nie minęło kilka dni, a tu masz! - konspiracyjnie odsłonięto tablicę upamiętniającej niechlubną obronę krzyża, mającego upamiętnić zmarłego prezydenta Kaczyńskiego, jego żonę i p. Kaczorowskiego, ostatniego prezydenta na uchodźstwie. A, i jeszcze harcerzy, co ten krzyż zatknęli.
Czerń w mojej imaginacji potężniała pod wpływem oglądania transmitowanych przez kilka stacji prac związanych z mocowaniem tablicy, ceremonią (!?) jej odsłonięcia i - tu czerń osiągnęła najwyższy stopień czerni - po wysłuchaniu wyjaśnień p. min. Michałowskiego, który przedstawił się jako spontaniczny pomysłodawca tego wydarzenia.
Gdy odzyskałem spokój wewnętrzny i względną jasność myślenia, w mojej skołatanej głowinie zrodziły się konstatacje następujące. 1. Jeśli ktokolwiek uznał, że to przedsięwzięcie: treść tablicy, a szczególnie miejsce, forma i sposób jej zaistnienia usatysfakcjonują nawiedzony tłumek pilnujący krzyża i skłoni go do rezygnacji z warty, to wykazał się przenikliwością małego Jasia, myślącego, że wełniane skarpetki na jego stópkach uchronią je przed przemoczeniem, gdy wejdzie w kałużę.
2. Cokolwiek by myśleć o zmarłym prezydencie jako polityku i jakkolwiek krytycznie by oceniać jego sposób sprawowania urzędu, to jednak był on głową państwa i do tego cieszącym się sympatią sporej części obywateli tegoż państwa. Nie mieści mi się zatem w głowinie, aby tablicę jemu poświęconą zaiste pokątnie odsłaniali urzędnicy tak niskiej rangi (Takie „szarże” Jan Pietrzak nazywał niegdyś zastępcami pionka).
3. Jeśli celem umieszczenia tablicy było doprowadzenie do samolikwidacji koczowiska przed Pałacem Namiestnikowskim, to trzeba było jej odsłonięcia dokonać z wszelakimi, nawet przesadnymi, honorami i egzaltacjami - defilady pododdziałów wojsk i dziękczynnej procesji nie wykluczając. A była znakomita okazja: 15 sierpnia. Jakkolwiek by niesympatycy prezydenta Komorowskiego psioczyli (a zawsze będą psioczyli), na pewno nie zarzuciliby mu tego wszystkiego, co teraz (i słusznie) zarzucają.
4. Nie wierzę, że w sprawach drażliwych i ważnych społecznie, decyzję samowolnie podjął urzędnik średniego szczebla. Wolno mi zatem założyć, że kłamią obaj: urzędnik i jego zwierzchnik. Jeśli nie - już w południe dnia odsłonięcia, po urzędniku powinno zostać posprzątane biurko i niesława... A nie zostały... Dlatego jeszcze czarniej widzę tę prezydenturę. Czarniej...
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!