Reklama

Czyż nie?

Często o tej porze roku słyszymy narzekanie: „Nie lubię świąt, bo człowiek tylko natyra się, nasprząta, nalata za prezentami, a potem nawet nie ma jak odpocząć, bo albo przyjmuje gości, albo chodzi w gości i w sumie zamiast odpocząć – co mu się należy – wraca do pracy skonany...”

Jeśli ktoś do mnie kieruje takie utyskiwania, nie mogę mu zaprzeczyć, ale przytaknąć też nie. Nie mogę zaprzeczyć widząc panie, które na dekadę przed Wigilią zaczynają rytualny triatlon przedświąteczny składający się ze sprzątania, kupowania i kucharzenia. Czy może dziwić, że później, gdy raz w roku w kącie pokoju pyszni się choinka, gdy jest cudowna okazja do wyciszenia się, do zwykłego tak potrzebnego, a tak rzadkiego pobycia z najbliższymi, nie ma na to ani czasu, ani chęci.
Nie mogę też przytaknąć, że ja też nie lubię świąt, bo, przeciwnie, bardzo je lubię! Także okres bezpośrednio je poprzedzający, ponieważ wspólnie odważyliśmy się odrzucić rytuały męczące i w gruncie rzeczy najmniej ważne dla istoty tego błogosławionego czasu.

Po pierwsze, wyszliśmy z założenia, że chatę należy sprzątać wówczas, kiedy pojawiają się oznaki zapuszczenia, a nie dlatego, że idą święta. Dzięki w miarę systematycznemu odkurzaniu i przemywaniu odpadł kataklizm targania po kilkudziesięciu schodach rok nietrzepanych (sądząc po ilości kurzu) dywanów, totalnego odsuwania mebli czy wymrażania mieszkania, bo „trzeba umyć okna”.

Po drugie, kto powiedział, że jak przychodzą goście, to trzeba pod świąteczny stół dawać podpórki, by się blat nie załamał? Przecież każdy człowiek ma ograniczoną pojemność bandziocha, a lekarze stwierdzili, że rzadko kto jest w stanie jednorazowo pochłonąć więcej niż pół kilograma wiktuałów. Tym bardziej że świąteczne obiadki rodzinne wydaje się w drugi dzień świąt, a potencjalni goście pojadali (i to do sytego syta) w Wigilię i pierwszy dzień świąt. No to ile mogą przyswoić sobie nawiedzając nas? 

Zatem czystym marnotrawstwem produktów i stratą czasu jest pichcenie saganów bigosu, wiader flaków, pieczenie dwukilogramowych karkówek i pięciu blach różnych ciast. I po co to - żeby nakarmić po świętach stada wron i gołębi? Poza tym jest wokół tyle dobrych cukierni i sklepów garmażeryjnych, że szkoda czasu na przeżywanie mąk, czy aby wszystko nam się uda, jak powinno...

 Po trzecie, upominki świąteczne zaczynamy wybierać od września. Najpierw sądujemy opinie osób, które chcemy obdarować, zglądamy, wybieramy, porównujemy... I wreszcie kupujemy. Z reguły na początku grudnia mamy poukrywane tu i tam wigilijne dary. 

I tym sposobem od połowy grudnia mamy mnóstwo czasu dla siebie.
A o to w końcu chodzi. Czyż nie?
Boxer

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama