Żart. Dwaj wspólnicy prowadzili sklep. Oto pod nieobecność jednego z nich przyszedł klient, który zrobił zakupy wartości 160 zł, wręczył banknot o nominale 200 zł i wyszedł tak szybko, że nie odebrał należnej mu reszty. Sprzedawca stanął przed dylematem moralnym: czy podzielić się 40 złotymi niewypłaconej reszty ze wspólnikiem, czy zatrzymać ją dla siebie... Życie I. Piątka dzieciaków z białostockiego osiedla znalazła 2.600 zł. Masa pieniędzy nie tylko dla pięciolatków... W główkach znalazców natychmiast rodziły się scenariusze, co do dalszego postępowania; a to żeby przeznaczyć je na pizzę, a to na słodycze, a to na jakie inne przyjemności. W jednej (!)
z główek pojawiła się jednak zgoła inna myśl: a może oddać pieniądze policji, żeby poszukała tego, co je zgubił? Myśl nie od razu się przyjęła. Ba, wzbudziła opory tak silne, że dzieci zarządziły głosowanie. Szczęśliwie wygrała przyzwoitość. Szczęśliwie dla jedynie prawowitego właściciela pieniędzy (jak należy przyjąć) przynajmniej troje dzieci poparło pomysł nieprzywłaszczania cudzej własności. A contrario per logica - minimum dwoje było temu przeciwnych.
Życie II. Wszystkie dzieci okrzyknięto małymi bohaterami i z tego powodu wystąpiły w licznych telewizjach, przyjęły liczne upominki od władz miasta i policjantów, którzy - jak powiedział jeden z wyższych oficerów - chętnie w przyszłości widzieliby dzieci w szeregach policji. Dzieci się cieszą i są dumne ze swego postępku, a dorośli w pląsach i lansadach fetują ich niezwykły postępek.
Summa. A ja, wieczny maruda i sceptyk zaprzysięgły, biadam nad białostockim przypadkiem szczególnie i ogólnie. Szczególnie z powodu niepokojącej bliskości między przesłaniem żartu, a postawą dzieci, które dopuściły możliwość nieoddania znalezionych pieniędzy - własności innej osoby. Mnie i wielu moim rówieśnikom, którzy odebrali normalne (czytaj: dobre) wychowanie domowe i ukształtowanych moralnie przez dziś tak szargane harcerstwo doby PRL, w głowinach nawet nie powstałaby myśl, aby zatrzymać znalezione pieniądze. A białostocka piątka miała takie wątpliwości...
Ogólnie zaś zdarzenie to w bolesny sposób ukazuje stopień degradacji etycznej naszego społeczeństwa. Oto akt zwykłej, ludzkiej uczciwości, która przez tysiąc lat chrześcijaństwa w Polsce powinna była trwale wrosnąć w mentalność Naszego Ponad Wszystko Miłującego Boga i Prawdę Narodu, stał się okazją do sutej i wystawnej celebry! Czyżby te dzieci miały odegrać rolę biblijnych „pięciu sprawiedliwych”, których brak stał się przyczyną zagłady Sodomy? (Rdz. 18, 16-33)
Jak daleko jest stąd do Sodomy? Boxer
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!