Antyklerykalizm, jak najbardziej, jest bliski dużej części Polaków, bo przecież psioczenie (mówiąc oględnie) na wikarych, proboszczów, a i biskupów takoż należy do ulubionych tematów rozmów biesiadnych. Wszakże pomysł zwołania parafian pod sztandary lewicy krytyką Kościoła jest pomysłem nietrafionym, by nie rzec bez sensu. Rozpoczęty przez formację Grzegorza Napieralskiego bój o wyprowadzenie lekcji religii ze szkół jest spóźniony o jakieś dwadzieścia lat i jeśli nawet ma on uzasadnienie prawne (niekonstytucyjność wprowadzenia tych lekcji) i ustrojowe (naruszenie zasady świeckości szkół publicznych), jest niewykonalny. Za mało mieć rację, trzeba jeszcze przekonać do niej ludzi. A oni, generalnie, nie dadzą się namówić do tej zmiany; większość z lęku przed ostracyzmem środowiska, mniejszość z przekonania, że tak, jak jest, jest po Bożemu. Obie te postawy w dużej mierze wynikają nie tyle z braku zdolności do myślenia krytycznego, ile z panicznego lęku przed upublicznianiem wniosków z takowego myślenia wynikłych.
Liderzy SLD, usiłując ożywić latami zaniedbywaną sferę ideologiczną, pompując balon antyklerykalizmu, nie dość, że srogo się zawiodą, to jeszcze wystawiają się na łatwy ostrzał krytyków. Wystarczy bowiem, że ktokolwiek z nich (politycy, purpuraci - o Ojcu Dyrektorze nie wspominając) krzyknie: „A wam co, panowie, znowu się komuną odbija?!” i po zawodach. Bo na takie dictum brak skutecznej obrony. Nie w Polsce, bynajmniej (że posłużę się ulubioną frazą mojej ulubionej posłanki Kempy Beaty). Bo nie ma na tyle skutecznej riposty, którą parafianie zapamiętaliby dłużej i silniej, niż przyganę tych, co lewicy nie lubią... No, nie ma - bo jaka mogłaby być?
Usunięcia religii ze szkoły żadna siła polityczna (poza lewicą) nie będzie się domagać ze strachu o słupki popularności tudzież przed anatemą, żadna też nie ma sił i konsekwencji, by ten (skądinąd słuszny) pomysł przeprowadzić. Chybiony jest też argument SLD, że katecheci kosztują budżet pół miliarda złotych rocznie i dobrze byłoby je zaoszczędzić. O wiele sensowniejsze byłoby ogłoszenie, że celem jest przywrócenie normalności w relacjach Państwo - Kościół. Kardynał Józef Glemp, zabiegając o lekcje religii w szkole zapewniał, że katechetów będzie opłacał Kościół. Jeśli politycy-lizusi zgodzili się płacić katechetom, to politycy-legaliści powinni (choćby) zastąpić wasalność Państwa Polskiego wobec Kościoła rzymskokatolickiego przyjazną autonomią.
„Darmo wzięliście, darmo dawajcie. Nie miejcie w trzosach swoich złota ani srebra, ani miedzi” rzekł Jezus do Apostołów rozsyłając ich, by głosili Królestwo Boże po całym świecie. [Mat. 10, 5-9]. Boxer
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!