Moje usposobienie notorycznego sceptyka każe mi patrzeć na każde zjawisko z w wielu stron i dlatego nie mogę oprzeć się przekonaniu, że tzw. afera dopalaczowa jest rozrobiona sztucznie, a uczestniczące w niej strony próbują coś załatwić – coś innego niż dopalacze. Czyli jest tak, jak mawiał Platon: widzicie przedstawienie, a nie widzicie rzeczy. A przedstawienie jest takie oto... Media ujawniły przypadki ciężkich zatruć dopalaczami. Premier Tusk, przejęty tym faktem, w imię spokoju obywateli ogłosił czerwony alert nakazując pozamykać sklepy handlujące tym świństwem. Polecił też wyszukać paragraf na gościa zwanego królem dopalaczy i polecił go - a jakże, w świetle reflektorów! - zapuszkować. (Skąd ja to znam!?).
Prawie natychmiast media nagłośniły wypowiedzi osób dowodzących, że w Polsce nie byłoby problemu zażywania przez młodzież tzw. dopalaczy, gdyby rząd zadekretował wolność posiadania tzw. narkotyków miękkich. Bo naród, gdyby tylko mógł wybierać pomiędzy truciem się syntetycznym świństwem a ekologiczną „marychą” i innymi „ziołami”, to bez wątpienia trułby się tymi drugimi - i po sprawie. Tere fere kuku! Trucizny nie dzielą się na dobre i szkodliwe! Wszystkie niszczą ciało, a przede wszystkim umysł zażywających! Dlatego wołam, ile sił w płucach: ludzie, nie wierzcie mówiącym, że są nieszkodliwe narkotyki!!! Tymczasem rzecz ma się tak, że dopalacze sprzedaje się w Polsce od dwu lat i nikt nie wie, ile dzieciaków (i nie tylko) zatruło się nimi - może i zmarło. Póki nie nagłośniono sprawy, rząd udawał, że jej nie ma. Udawał, twierdzę, bo nie po to ma na usługach rozliczne specsłużby, by nie otrzymywać poufnych raportów donoszących, że oto w kraju zaraza się pleni nowa. Jeśli zaś takich meldunków nie było, należy pogonić w diabły szefów tych służb, a jeśli raporty były, ale je zbagatelizowano, należy skoczyć do oczu Panu Premierowi.
W moim sceptycznym łbie tłucze się myśl, że ta dopalaczowa pokazówka realizuje Panatuskową potrzebę odwrócenia uwagi publicznej czy to od dyskusji o kształcie przyszłorocznego budżetu, czy to od secesji Palikota. Podobną rolę odwracacza uwagi od spraw ważnych pełni podtrzymywanie napięcia wokół katastrofy smoleńskiej, „krzyża prezydenckiego” oraz publiczne rozważania ministrów z tego rządu, czy J. Kaczyński bierze jeszcze pastylki na nerwy, czy już nie. Reasumując: dopalacze to kurtyna kryjąca brak pomysłów rządu na polskie niedostatki. Dlatego tym bardziej warto mieć na oku i rząd, i głoszących, że Polsce do szczęścia brakuje już tylko wolnego dostępu do narkotycznego badziewia. Jedno i drugie truje. Pytanie, które bardziej... Boxer
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!