Reklama

Zły czas, złe miejsce. 30-letni mieszkaniec gminy Kotuń brutalnie napadnięty w Belgii walczy o życie

Trzydziestoletni mieszkaniec gminy Kotuń, pan Karol, został napadnięty w Belgii. Doznał poważnego urazu mózgu i przez pół miesiąca był w śpiączce. Belgijscy lekarze chcieli go już odłączyć od urządzeń podtrzymujących życie. Rodzina i żona Kinga na to nie pozwolili. I po dwóch tygodniach, niemal w cudowny sposób, mężczyzna zaczął samodzielnie oddychać. Dzisiaj pani Kinga walczy o to, aby jej mąż odzyskał świadomość i zaczął wracać do zdrowia.

Rodzina była najważniejsza

Dla niego zawsze najważniejsza była rodzina. Chciał jej zapewnić jak najlepszy byt i przyszłość. Planowali z żoną dzieci i budowę domu. Karol jest bardzo dobrym fachowcem, murarzem, ale wiadomo, że w naszych realiach na dom trudno szybko zapracować. Tym bardziej, jak się mieszka w Pierogu, małej wsi w gminie Kotuń. Owszem, trafiają się zlecenia, ale tylko wyjazd za granicę był szansą na szybkie spełnienie marzeń. I tak fachowiec z Kotunia pojechał do Belgii. Miał tam zapewnioną bardzo dobrą pracę. Wszystko zapowiadało się doskonale.

- Wiedzieliśmy, że to wyjazd na kilka lat - mówi pani Kinga. – To było dla nas obojga bardzo duże wyzwanie, choć wtedy jeszcze nie mieliśmy dzieci. Dzisiaj jestem mamą dwóch wspaniałych córeczek w wieku 3 i 5 lat. Z Karolem długo zastanawialiśmy się, czy taki wyjazd „za chlebem” nie jest za dużym ryzykiem. Taka rozłąka była dla nas ciężka, ale się zdecydowaliśmy. Karol pojechał do Belgii w 2020 roku. Jak tylko mógł, to nas odwiedzał, ale w domu nie było go po parę miesięcy. Wiedziałam jednak, że pracuje bardzo ciężko, żeby zapewnić nam dobry byt i zbudować dom.

Reklama

Praca w Belgii pozwoliła spełnić marzenia

Marzenia się spełniły. Dzisiaj młoda rodzina ma od roku dom w Pierogu. Karol dalej jednak pracował za granicą, bo trzeba było spłacać kredyty. Chciał jednak wracać do żony i córeczek jak najszybciej. Niestety, do dzisiaj nie zdążył zamieszkać w nowym domu, z którego był tak bardzo dumny. Bo znalazł się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiednim czasie…

Cały czas mieliśmy kontakt telefoniczny – mówi pani Kinga. – Także tego dnia, 1 lutego, dzwoniłam do męża. Raz, drugi, dziesiąty… Nie odbierał jednak telefonu. Coraz bardziej się niepokoiłam. Zaczęłam przeczuwać, że mogło się stać coś złego.

Reklama

Nie wiedziała, że mąż walczy o życie

Kiedy pani Kinga dzwoniła do męża nie miała pojęcia, że w tym czasie walczył o życie. Trafił do szpitala na OIOM. Natychmiast został poddany operacji. Belgijscy lekarze nie dawali mu jednak zbyt dużych szans na przeżycie. Uraz głowy był bowiem bardzo poważny. Po skomplikowanej operacji mężczyzna nie odzyskał przytomności. 

I nie wiadomo, kiedy dramatyczne informacje trafiłyby do pani Kingi, gdyby nie fakt, że mąż miał w Belgii dwie siostry. Zresztą ma on aż dziesięcioro rodzeństwa! On jest jedenasty, najmłodszy.

Reklama

Na szczęście informacja o tym, że pan Karol walczy o życie, szybko trafiła do sióstr, które były w Belgii. Natychmiast poinformowały o tym całą resztę rodzeństwa. Nie chcieli jednak przekazywać pani Kindze przykrych informacji przez telefon. Postanowili, że troje z nich przyjedzie do Pieroga. Wszystko działo się bardzo szybko, bo w tak licznej rodzinie jest wielka solidarność. I chęć niesienia pomocy w każdej sytuacji.

- Powiedzieli mi, że Karol jest w krytycznym stanie i żebym jak najszybciej do niego leciała – opowiada żona. – Karol ma 30 lat. Jest silnym mężczyzną. Nie mogłam uwierzyć w to, co się wydarzyło. Poleciałam do Belgii a rodzeństwo Karola zajęło się w tym czasie moimi córeczkami. Z samolotu wysiadałam z duszą na ramieniu.

Reklama

Zaproponowali odłączenie od aparatury

To, co zobaczyła pani Kinga w OIOM-ie niemal zwaliło ją z nóg.

- Karol miał mocno opuchniętą twarz - opowiada. – Do jego ciała była podpięta masa różnych przewodów. Lekarze powiedzieli, że mąż ma bardzo poważne uszkodzenie mózgu i że jego stan jest tragiczny. Przy życiu był utrzymywany tylko dzięki podłączeniu do różnych urządzeń. Jego ciało samo nie pracowało.

Okazało się, że nie są to jeszcze najgorsze informacje, jakie czekały na panią Kingę.

- Lekarze zaproponowali odłączenie męża od aparatury – mówi pani Kinga. Uzasadnili to tym, że jego szanse na przeżycie są niemal żadne. Co to oznaczało nie trzeba nawet mówić. Byłam w szoku, ale na szczęście towarzyszyły mi dwie siostry męża. I wszystkie bardzo twardo nie zgodziłyśmy się na to, co proponowali lekarze. Karol mógł dalej walczyć o życie. A ja w niego bardzo mocno wierzyłam…

Reklama

Przez pierwsze dwa tygodnie pan Karol nie odzyskiwał przytomności. Znajdował się w śpiączce. Zgodnie z tym, co na początku mówili lekarze, praktycznie nie miał prawa, aby tak długo przeżyć. A potem lekarze odłączyli go od sprzętu podtrzymującego życie i… zaczął samodzielnie oddychać. Czynności życiowe organizmu zaczęły wracać. To było duże zaskoczenie. Teraz mężczyzna jest w stanie stabilnym. Odzyskał przytomność, ale nie odzyskał świadomości. Lekarze dają szansę na odzyskanie świadomości, przynajmniej w pewnym zakresie, ale teraz wszystko jest jeszcze nieprzewidywalne.

Jedno, potężne uderzenie 

Dzisiaj już wiadomo o wiele więcej o stanie zdrowia pana Karola i o okolicznościach dramatycznego zdarzenia, w wyniku którego mężczyzna doznał tak dużego urazu głowy i tak długo walczył o życie.

Reklama

- To była dyskoteka – opowiada żona. Karol wyszedł na zewnątrz bo szukał swoich znajomych. Odszedł od nich o kilka metrów i od razu został zaatakowany przez nieznanego mężczyznę. To był zupełnie obcy człowiek, więc nie chodziło o żadne zatargi. Karol był przypadkową ofiarą. To było tylko jedno, ale potężne uderzenie. Karol w jednym ręku trzymał komórkę, ale był tak zaskoczony, że nie miał praktycznie żadnej możliwości obrony. Po potężnym uderzeniu od razu runął całym ciałem na beton, na tył głowy. To zaś spowodowało uszkodzenie tętnicy, która doprowadza tlen do mózgu. Skutkiem był udar mózgu, który uszkodził dużą część mózgu. Powstał też obrzęk mózgu, który obecnie na szczęście się powoli wchłania.

Praktycznie wszystko, co się wydarzyło w rejonie nocnej dyskoteki, zostało nagrane na kamerę. Belgijska prokuratura prowadzi w tej sprawie postępowanie. Znany jest już agresor, który został zatrzymany przez policję. Wszystko wskazuje na to, że jest to 32-letni obywatel Kaukazu.

Reklama

Pierwsza na miejsce zdarzenie przyjechała policja. Z kolei karetka jechała jakoś bardzo długo. Okazało się bowiem, że ta pierwsza karetka zatrzymała się po drodze przy innym wypadku. W tej sytuacji do pana Karola wezwano kolejną karetkę. Mężczyzna został na miejscu zaintubowany. Żadnych innych obrażeń ciała nie było. Karetka na sygnale zabrała go do szpitala Roeselare w Belgii… Od razu odbyła się operacja. Pierwsza, a potem druga. Stan Karola był jednak krytyczny. Został podłączony do respiratora. Ale nie oddychał samodzielnie. Przy życiu utrzymywała go maszyna a raczej cały ich zestaw.

Reklama

Czekają na transport do Polski

- Do chwili obecnej Karol leży na OIOM-ie w Belgii – mówi żona. Czeka na transport do Polski. Specjalną karetką międzynarodową. Mamy już firmę, która się tym zajmie. Na szczęście Karol był dobrze ubezpieczony. Leczenie go w Belgii by nas rozłożyło finansowo. Tam dzień pobytu w szpitalu kosztuje 1000 euro.

Żona, dwie córeczki i masa znajomych czekają na pana Karola w domu. Na razie są jednak kompletnie bezradni wobec wyzwań, które na pewno staną przed nimi.

- Mieszkam w małej wsi i nie mamy żadnych znajomości czy układów. Nie wiemy, czy poradzimy sobie z leczeniem, z rehabilitacją męża – mówi pani Kinga. - Oszczędności żadnych nie mamy. Wiemy jednak, jak kosztowna i długa będzie nie tylko sama rehabilitacja, ale i całe leczenie, które potrwa latami. Wiemy, że Karol najprawdopodobniej bardzo długo nie będzie mógł pracować. Oby tylko nie było jeszcze gorzej… Prosimy nie tylko o wsparcie finansowe na „zrzutce pl”. Dla nas liczy się każda pomoc. Taka ludzka, zwyczajna. Wszystko spadło na nas tak nagle. Nie wiemy na przykład jakie i gdzie są placówki, która mogłyby dobrze męża leczyć. Szukamy jakiegoś ośrodka do rehabilitacji. Będzie na pewno potrzebnych wielu specjalistów. Bardzo cenna może się okazać każda informacja i pomoc. Bo ja jestem pewna, że pewnego dnia Karol wstanie i przytuli swoje córki. I powie – dziękuje ci Kinga, że zawsze przy mnie byłaś, zawsze we mnie wierzyłaś.

Reklama

- Czy jest mi ciężko? Wie pan… Ja jestem psychologiem, całe to zdarzenie mnie jednak przerosło. Dzisiaj sama korzystam z pomocy innego psychologa. Wiadomo, jak Karol któregoś dnia mnie przytuli, to muszę być dla niego w dobrej formie. I opowiem mu, co się wtedy wydarzyło… I więcej takich złych godzin dla nas już nie będzie.

Ps. Podajemy numer telefonu do pani Kingi dla tych, którzy mogą jej w jakiś sposób pomóc, choćby wiedzą i radą. (509 071 937).

 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 13/03/2026 13:42
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    pytanie - niezalogowany 2026-03-15 14:16:57

    tak się zastanawiam; co kochający mąż i ojciec robił na tej dyskotece w Belgii?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Np. Stefek, a może Wandzia - niezalogowany 2026-03-15 22:09:05

    "Zły czas, złe miejsce" - masz racje, to jednak był jego wybór, a nie przypadek - więc tytuł trochę do "bani"

    • Zgłoś wpis
  • Basiek - niezalogowany 2026-03-16 06:55:55

    Też się na tym zastanawiam. Dziwne, że komentarz został, bo jak ja wstawiłam podobny to w ogóle nie został opublikowany.

    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości