Reklama

Gniewni i wkurzeni?

Lubię letnie niedzielne poranki, gdy za oknem cisza, w domu cisza, ledwo co wzeszłe słonko zagląda do pokoju, a ja, rozsiadłszy się wygodnie, delektuję się dobrą książką. Ostatnio sięgnąłem po zbiorek poezji Jonasza Kofty. Gdy przeczytałem słowa, które pierwszy raz usłyszałem dawno, dawno temu ze sceny teatru „Komedia” (spektakl „Fachowcy” według Kofty właśnie), przypłynęły wspomnienia i zrodziły się refleksje.

Przedstawienie to miało pewien smaczek polegający na tym, że na koniec pierwszego aktu Majster (Janusz Rewiński) zwracając się do Magistra (Krzysztofa Stroińskiego) wygłaszał aforyzmy komentujące ówczesną, ciągle zmienną (lata 1983/1984) sytuację społeczno-polityczną. Wówczas to właśnie pierwszy raz usłyszałem: „Czy to cokolwiek w świecie zmieni, gdy z młodych gniewnych zostaną starzy wkurzeni”.

Wtedy - jak siebie widzę dziś - należałem do gniewnych, ale czy dziś jestem wkurzony? Nie jest to, jak sądzę, rozterka pięknoducha ani pytanie retoryczne, choć - patrząc na polską teraźniejszość - odpowiedź wydaje się być kusząco prosta. Jednak krotochwilna forma pytania nie powinna mylić, bo jest w nim zachęta do spojrzenia za siebie i obrachunku z przeszłością. Czyli, problem ujmując cokolwiek patetycznie, spytanie siebie o sens tego, co w życiu zrobiliśmy i czego wykonać nie zdołaliśmy - choć pragnęliśmy.

O to, czy z niegdysiejszej gniewliwości zdołaliśmy uczynić paliwo napędzające nas do skutecznej realizacji młodzieńczych wizji, czy też nagromadzona

w nas para „poszła w gwizdek” i dziś (o bólu, o wstydzie...) wylądowaliśmy w gronie starych i wkurzonych?
A może, nie dostrzegając bądź nie przyjmując do wiadomości upływu czasu, nadal mamy się za gniewnych mających jeszcze dość sił i życia przed sobą, aby plany doprowadzić do końca. Problem w tym, że tak myślący, bagatelizując zadyszkę, palpitacje i skurcze, zapamiętale prąc do przodu po jeszcze więcej niż im potrzeba, ku swemu przerażeniu trafiają na ostry dyżur kardiologiczny. Wtedy są i gniewni, i wkurzeni, lecz ze zgoła innych powodów.

Wracając do Jonaszowego aforyzmu myślę, że trzeba umieć znaleźć czas, by złapawszy kontakt z rozumem, powiedzieć: „Będzie już tego pędu, czas zwolnić obroty”. To nie jest tożsame z kapitulacją, zastojem i biernym czekaniem kresu. Zwolnienie obrotów to aktywność, ale inna. To modyfikacja celów i metod ich osiągania. W nowej sytuacji mądra, świadoma gniewliwość nadal napędza i czyni nas mniej toksycznymi dla naszego otoczenia.

Zatem bądźmy mądrze gniewni, bo to daje siły witalne i pomaga uniknąć stanu starczej, mędzącej frustracji. Nie bierzmy przykładu z Braci K. 

Boxer

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama