Reklama

Kraju mój...

12/01/2010 11:06

Głosowałem na PO, bo zależało mi na odsunięciu od władzy „zawodowych Polaków” i „etatowych patriotów” - w pierwszej kolejności tych z obłędem z oczach i tych z wyrytą na posągowych obliczach tęsknicą za rozumem.

Drużyna Tuska wyglądała mi na taką, co to ma braki w wiedzy o rządzeniu moim krajem, ale i dobrą wolę, by ją zdobyć. Niestety, tylko tak wyglądała... I niestety przyznaję rację krytykom platformesów twierdzących, że ich znakiem jest nieudolność, polityczna amatorszczyzna i impotencja ideologiczna, a ostatnio doszły do tego uwikłania w niejasne sprawki i powiązania, a także narcyzm Pana Premiera.
Nie sposób nie zauważyć, że w pogoni za prezydenturą (bo dla jakich innych powodów!?) p. Tusk zaczął wciskać się w kostium „dobrego cara”, który to ubiór znakomicie leży na Łukaszence i Putinie i podoba się lwiej części ich poddanych, ale po tej stronie Bugu dziwnie drażniącym jest. Wyraźnie owa maniera zamanifestowała się przy okazji skandalu wokół tzw. niestandardowych procedur onkologicznych. Urzędnicy spłodzili dokument, o którego rozstrzygnięciach - choć istotnych dla zdrowia obywateli III RP - Pan Premier ponoć nie wiedział. Aleć poruszony telewizyjnymi obrazkami zapłakanych pacjentów, wezwał Panią Minister od zdrowia i szefa NFZ nakazując im uporządkowanie spraw i pokajanie się przed narodem. Taki z niego dobry i mądry Pan. Premier! Tak dobry, jak (choćby) W. Putin, który podczas niezapowiedzianej wizyty na Syberii nakazał szefowi marketu natychmiastowe obniżenie cen mięsa, by naród mógł sobie kupić rąbanki skolko ugodno...
Polską politykę trawi rak indolencji, wyjałowienia i partyjniactwa. Syndromy tej choroby są wyraźnie widoczne we wszystkich rządach doby Rzeczpospolitej III i pół. Owszem są terapie niestandardowe leczące tego raka, ale wszystkie są utopią.
Pierwsza, że polska klasa polityczna zmądrzeje. Nie za mego życia...
Drugą jest ustanowienie putinowsko-łukaszenkowskiej dyktatury, na którą - sądząc ze skali niezadowolenia - byłoby społeczne przyzwolenie. Tyle, że jedyną osobą mającą autentyczny autorytet u mas jest... Ojciec Dyrektor, któremu pod tym względem pp. Kaczyńscy i Tusk nie dorastają do krańca jego habitu.
Trzecią terapią mogłaby być ogólnonarodowa mobilizacja wyborcza dla pogonienia precz watah politycznych harcowników (bo nie wodzów) i ciągnących za nimi pułków pieczeniarzy łasych na grosz publiczny. Ba! tylko skąd wziąć ludzi, którym nie popękają ze śmiechu zajady, gdy mowa jest o potrzebie poczucia przyzwoitości, uczciwości i prymacie dobra ogólnego...
Cóż, tak się u nas porobiło, że od wojny zdolni ludzie do polityki się nie garną... O porządnych też coraz trudniej... Boxer

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama