Reklama

Krzysztof Antkowiak - cudowne dziecko i trudne wybory

Gwiazda siedleckiego Sylwestra w reporterskim portrecie Tomasza Markiewicza

Krzysztof Antkowiak miał zaledwie trzynaście lat, gdy jego niezwykły potencjał wokalny dostrzegli Krzesimir Dębski i Jacek Cygan. Lata osiemdziesiąte uczyniły z niego prawdziwe cudowne dziecko polskiej sceny muzycznej i wykonawcę jednego z najbardziej rozpoznawalnych przebojów tamtej dekady „Zakazanego owocu”.

Popularność przyszła nagle i miała skalę, którą dziś trudno sobie wyobrazić. Pod domem młodego artysty regularnie pojawiały się wycieczki nastoletnich wielbicielek z całej Polski. Bywało, że dziewczyny przyjeżdżały z biletem w jedną stronę, a mama Krzysztofa sięgała do portfela, by miały za co wrócić do domu. Każdego dnia do skrzynki trafiały sterty listów.

Reklama

- Szczególnie zapamiętałem list od sparaliżowanej dziewczyny. Napisała, że dzięki piosence „Pada śnieg” odzyskała nadzieję, że życie może być piękne. Wtedy i ja uwierzyłem, że to, co robię, jest ważne i ma sens - wspominał Antkowiak.

„Pada śnieg” - świąteczna ballada nagrana w duecie z Edytą Górniak do dziś uchodzi za jedną z najpiękniejszych piosenek bożonarodzeniowych lat 90. Jako nastolatek Antkowiak dzielił scenę także z Ryszardem Rynkowskim, ale - jak sam przyznaje - największe emocje przeżył podczas wspólnego śpiewania i grania na dwa fortepiany ze Stanisławem Soyką.

Reklama

- Może dlatego, że miałem wtedy trzynaście lat- mówił z uśmiechem.

W jego biografii pojawia się również anegdota, która brzmi dziś niemal niewiarygodnie. - A to prawda, że miałeś zaśpiewać w duecie ze Zbigniewem Bońkiem? - zapytałem kiedyś artystę.
- Był taki pomysł, żeby wystąpić razem w jednym z programów telewizyjnych. Szkoda, że nie doszło to do skutku. Tym bardziej, że zawsze byłem fanem futbolu - odpowiedział Krzysztof.

W 1997 roku Krzysztof Antkowiak przeniósł się z Poznania do Warszawy. Zamieszkał z Magdą Steczkowską, a los sprawił, że pod jednym dachem bywała także jej siostra Justyna, pracująca wówczas z Grzegorzem Ciechowskim nad albumem „Dziewczyna Szamana”. To właśnie ona przekazała „Obywatelowi GC” demo Antkowiaka. Efektem była zgoda Ciechowskiego na objęcie roli producenta płyty „Delfin”.

Reklama

- Myślę, że zadecydowała wrażliwość - nie tylko wokalna - dobry warsztat i umiejętność gry na fortepianie. Krzysztof jest na naszym rynku ciągle niezauważonym, ale bardzo pożądanym towarem. Rynek całkowicie zdominowały śpiewające dziewczyny - tłumaczył mi wówczas Grzegorz Ciechowski.

Sam Antkowiak wspominał tę współpracę jako czas intensywnej, niemal partnerskiej relacji:
- Dużo rozmawialiśmy o życiu. Poza tym zmajstrowaliśmy z Grzegorzem stół do ping-ponga i często graliśmy - opowiadał.

Pierwsza dorosła płyta, dodatkowo firmowana nazwiskiem Ciechowskiego, wydawała się skazana na sukces. Rzeczywistość okazała się jednak bardziej skomplikowana. Tomasz Kopeć, szef Pomaton/EMI, po latach przyznawał: „Mieliśmy wszystkie atuty, a płyta kompletnie przepadła”. Sam Antkowiak tłumaczył, że materiał był artystycznym eksperymentem zrozumiałym dla niego i producenta, ale niekoniecznie dla wytwórni, która liczyła na projekt bardziej komercyjny.

Reklama

O ile dziecięco-młodzieżowa kariera Antkowiaka była pasmem sukcesów, o tyle dorosłe życie artystyczne przyniosło więcej zakrętów (uzależnienia). Na długie lata zniknął z rynku muzycznego. W 2011 roku, podczas siedleckich Zaduszek Jazzowych, zapytałem Krzesimira Dębskiego o losy dawnego podopiecznego. - Rokował jako dziecko, ale dziś można powiedzieć, że jego kariera nie potoczyła się tak, jakbyśmy sobie tego życzyli - stwierdził.

Na szczęście był ciąg dalszy tej historii. Kilka lat później Krzysztof Antkowiak wrócił - dojrzalszy, spokojniejszy, bardziej świadomy. Znów koncertuje, nagrywa i dzieli się z publicznością swoim talentem. W grudniu 2017 roku wspólnie ze Stanisławą Celińską nagrał świąteczną piosenkę „Czas pojednań”.

Reklama

W 2020 roku ukazała się płyta „Zostanie mi muzyka”, do której skomponował muzykę do tekstów ks. Piotra Pawlukiewicza. Album zdobył status Złotej, a następnie Platynowej Płyty, potwierdzając, że historia Krzysztofa Antkowiaka nie tylko się nie skończyła, ale znalazła nowe źródła natchnienia.


 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    znudzony - niezalogowany 2025-12-30 12:25:36

    Ciekawe czy mu jeszcze jest w głowie ten zakazany owoc :D

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości