Boryka się z poważną kontuzją, a mimo to regularnie staje na podium mistrzostw Polski. Magdalena Kisielińska, liderka zapaśniczek WLKS Nowe Iganie, wywalczyła srebrny medal mistrzostw Polski seniorek w Janowie Podlaskim, startując ze szczelnie owiniętym taśmą barkiem.
– Nauczyłam się walczyć tak, by rywalki nie mogły wykorzystać mojej słabości – mówi.
Magda to dziewczyna „stąd”, pochodzi z Woli Suchożebrskiej. Przygodę z zapasami zaczęła jeszcze w szkole podstawowej.
Dać wycisk braciom
– Zajęcia zapaśnicze od razu mi się spodobały. Robiliśmy gwiazdy i przewroty, czego nie było na zwykłych lekcjach WF. Zebrałyśmy się z koleżankami i zaczęłyśmy trenować. Z czasem one zrezygnowały, a ja zostałam – wspomina 25-letnia sportsmenka.
Co ją przy zapasach zatrzymało?
– Chciałam dać wycisk braciom! Jak to z rodzeństwem - kuksańce i przepychanki były u nas normą. Chciałam im pokazać, że to, że jestem dziewczyną, nie oznacza, że muszę być od nich słabsza – opowiada zapaśniczka. – Dzięki treningom czułam się silna niczym superbohaterka. Uwielbiałam bajkę Disneya „Mulan”. Głównej postaci nic nie było straszne. Jako dziecko mocno się z nią utożsamiałam.
Udało jej się pokonać braci?
– Parę razy leżeli na łopatkach, choć to wcale nie oznaczało dla nich końca walki. Chcieli nawet zapisać się na zapasy, ale im nie pozwoliłam. Mówiłam: „To mój świat, trzymajcie się z dala!” – śmieje się Magda.
Zrobimy z ciebie medalistkę
Chcąc kontynuować przygodę z zapasami, zawodniczka musiała zacząć dojeżdżać do Siedlec. To jej jednak nie zniechęciło.
– Wysiadałam na Sokołowskiej, przy Drosedzie, i na Kazimierzowską szłam „z buta”. Można powiedzieć, że zanim zaczynały się zajęcia, ja już miałam rozgrzewkę za sobą – wspomina.
Po pewnym czasie w klubie pojawił się nowy trener, Sebastian Pawlak, który przedefiniował jej podejście do sportu.
– Spytał, kiedy chcę przychodzić na treningi. Odpowiedziałam, że mogę dwa razy w tygodniu. Przerwał mi, mówiąc: „Mam inną propozycję. Przenieś się do internatu, trenuj pięć razy w tygodniu, a zrobimy z ciebie medalistkę mistrzostw Polski”. Pomyślałam: co on gada? Ja, astmatyczka, mam zdobywać tytuły? Ale posłuchałam. I trener miał rację.
Dziś Magda nie jest w stanie zliczyć, ile mistrzowskich medali już zdobyła. Najcenniejszy pozostaje jednak ten pierwszy, który pozwolił jej uwierzyć we własne siły.
Nie umiem zejść z maty
Wszystko układało się wyśmienicie, dopóki nie pojawiły się problemy zdrowotne.
– Zaczęło się od wypadku samochodowego. Od ponad dwóch lat czekam w kolejce na operację barku, ale nie zrezygnowałam ze startów. Po prostu nie umiem zejść z maty – mówi Magdalena Kisielińska.
Mimo kontuzji sięga po kolejne sukcesy. Rok temu wywalczyła srebro mistrzostw Polski seniorek. Wyczyn ten powtórzyła podczas październikowego czempionatu w Janowie Podlaskim.
– Nauczyłam się walczyć tak, by rywalki nie mogły wykorzystać mojej słabości. W pierwszym pojedynku rywalizowałam z bardzo, jak to mówimy w zapaśniczym slangu, „długą” zawodniczką. Ja jestem z tych „krótkich”, ale dzięki sprytowi pokonałam ją decyzją techniczną 10:0. Później walczyłam ze świetną dziewczyną z Namysłowa, która ma podobny styl do mojego. Już prawie miała mnie na plecach, ale się wywinęłam. Zmobilizowałam się, wyrównałam wynik i uzyskałam przewagę, którą udało mi się utrzymać do końca. Zwycięstwo dało mi awans do półfinału – opowiada zapaśniczka. – Z półfinałową przeciwniczką wygrałam dzięki większej aktywności. To ja szukałam akcji, a ona była bardziej pasywna. Musiałam być jednak bardzo czujna, bo dziewczyna była naprawdę mocna. Szczególnie uważałam, by nie dać się złapać za chorą rękę. Rywalce się to nie udało, ale sędziemu już tak… Gdy ogłaszał moje zwycięstwo, tak mocno nią szarpnął, że poczułam przeszywający ból. Już wtedy wiedziałam, że w finale będzie słabo.
Magda stanęła do walki o złoto, jednak pojedynek finałowy nie trwał długo. Rywalka chwyciła za chorą rękę zawodniczki WLKS i wykonała rzut. Przy upadku bark wypadł ze stawu. Nasza zapaśniczka nie była w stanie kontynuować walki.
– Jestem z siebie bardzo dumna, bo pokonałam trzy bardzo silne rywalki. Wykrzesałam z siebie, ile fabryka dała – mówi Magdalena Kisielińska. – Dużo myślę o tym, na co byłoby mnie stać, gdybym była całkiem zdrowa. Mam nadzieję, że jeszcze się o tym przekonam, bo w końcu idę „pod nóż”. Później czeka mnie dłuższa przerwa i fizjoterapia. Wierzę, że wrócę na matę w pełni sił i jeszcze pokażę moc!
Kto, jak nie ja!
Podobno mężczyźni boją się silnych kobiet. Jak reagują na zapaśniczki?
– Jest kilka typów facetów, widzę to już od podstawówki. Jedni, żartownisie, mówią, że ze mną trzeba uważać, bo jeszcze dostaną. Inni zbijają „piątki” na znak szacunku, że coś trenuję. Dla nich jestem bardziej zawodniczką niż kobietą. Są też tacy, którzy mówią: „Wow, jesteś zapaśniczką – fajnie, fajnie”, ale tak naprawdę wolą trzymać się z dala. Nie brakuje jednak mężczyzn szczerze zainteresowanych tym, czym się zajmuję. To im imponuje i wzbudza ciekawość. Wszystko więc zależy od tego, na kogo się trafi – śmieje się Magda.
Zapaśniczka WLKS jest osobą pozytywnie zakręconą, wszędzie jej pełno. Karierę zawodniczą łączy ze studiowaniem dwóch kierunków w Białej Podlaskiej, a do tego próbuje swoich sił jako trenerka.
– Wydawało mi się, że to nie dla mnie, ale szybko zmieniłam zdanie. Podoba mi się praca z dziećmi i młodzieżą. Czuję, że bazując na swoim doświadczeniu i komunikatywności, mam im wiele do zaoferowania – mówi utytułowana sportsmenka. – Marzy mi się, żeby zapasy mocniej zaistniały w naszym regionie. To piękny, olimpijski sport, a tymczasem mało kto wie o naszym istnieniu. Chciałabym, żeby zapasy miały taką pozycję, na jaką zasługują. I myślę sobie: kto, jak nie ja – dziewczyna stąd, której coś się w tym sporcie udało – ma się tym zająć? Jedno jest pewne: dam z siebie wszystko!
Paweł Świerczewski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze