Moja koleżanka wkurzyła się na męża. Bo się brzydko starzeje. Z lwa salonowego, lowelasa, którego zazdrościły jej inne kobiety, o którego walczyła, by właśnie na nią zwrócił uwagę, stał się zrzędzącym szowinistycznym dziadersem. Czarę goryczy przelał spacer ulicami Siedlec, kiedy przyszło im iść za młodymi dziewczynami. Spodenki odsłaniające pośladki, gołe brzuchy, minimalne topy opinające młodziutkie piersi.
-I pożerał je wzrokiem? - domyślała się współczująco znajoma pary.
-Nie! Narzekał, że powinny się ubrać! - wściekała się koleżanka. - Że jak tak można chodzić ulicami, że prawie gołe!
Istotnie, parę lat temu mąż koleżanki patrzyłby na młode odsłonięte ciała z zachwytem. Z aprobatą. A teraz go drażnią. Bo prowokują.
-Co on ma w głowie? - denerwuje się koleżanka. - Dziaders! Dziewczyny mogą chodzić ubrane, jak chcą!
Mąż ma sześćdziesiątkę na karku. A żonie nie dopowiada, że nagle stał się strażnikiem moralności.
W polityce też dziaderstwo dochodzi do głosu. Faceci, którzy w młodości hipisowali, palili zioło, bawili się na rockowych koncertach i uprawiali wolną miłość, teraz mówią innym, jak mają żyć. Bogobojnie, posłusznie, tradycyjnie. Zresztą niektórym starszym paniom w polityce też odbija. Powiedzmy, że przestają tańczyć, za to siadają w pierwszych ławach w kościele. I robią to, co im dziadersi każą, jakby swego rozumu nie miały.
Dawniej, w plemiennym życiu, starszyzna miała szczególne miejsce w społeczności. Korzystano z ich doświadczenia i wiedzy. Ci, co przeżyli walkę o życie, mogli uczyć nowe pokolenia tajników przetrwania. A dziś? Co poszło nie tak?
Czy współczesna władza deprawuje? Człowiek nagle głupieje, bo wydaje mu się, że będąc u władzy, stoi ponad innymi. Przestaje się liczyć z opinią innych, nie bierze nawet pod uwagę, że idąc do polityki, będzie oceniany i że wymaga się od niego więcej niż od „zwykłych” ludzi, którzy go wybierają do życia w służbie społeczności.
Źle jest, gdy polityk lub radny nabiera tej złej maniery. Źle jest, gdy od haseł o potrzebie demokracji przechodzi do trybu: „A czemu o tym piszecie? Po co tym pisać? Wy nam nie pomagacie takim pisaniem!”.
Czemu piszemy o życiu i o polityce? Od tego są media. Przekaz informacji jest najlepszą kontrolą władzy. I norm społecznych zachowań. Bo jeśli zrobisz coś „nie tak”, jeśli kogoś skrzywdzisz, ukradniesz, sprzeniewierzysz się wartościom, to społeczeństwo może się o tym dowiedzieć. I musi się o tym dowiedzieć! Po to są niezależne media. Więc nie pomstujcie, że „po co o tym pisać”. Bo takie myślenie to wstydliwa spuścizna po PiS i po pisowskich„standardach dziennikarskich”. To dziaderstwo w czystej postaci. Nie bądź dziadersem! Nie bądź postpisowską popłuczyną! Myśl! I ucz się na nowo żyć w wolności, a nie w zamordyźmie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze