Reklama

Nie jestem szafą grającą

Z Mateuszem Bierkatem rozmawia Tomasz Markiewicz

 

Marzenia  się spełniają. Pod warunkiem, że stoi za nimi pasja. Pasja jest jak koń w galopie - nie da się jej zatrzymać.  Wie o tym 20-letni didżej Mateusz Bierkat (MoveU), znany Wam m.in z klubu 500 Metrów.

- Pochodzisz z małej miejscowości Rówce koło Zbuczyna.

- Tak, to rzeczywiście stosunkowo mała miejscowość: sześćdziesiąt domów, zbiornik retencyjny. I w zasadzie na tym można byłoby zakończyć opowieść...

- Oczywiście, gdyby nie młodzi, kreatywni mieszkańcy tej miejscowości...

- To prawda. W Rówcach mieszkają b-boye Artur Perka i Robert Strąk, znani z grupy Freestyle. Oni są przykładem na to, że nieważne, skąd się pochodzi i jakie się ma możliwości na starcie. Ważne jest to, jacy jesteśmy i jak bardzo chcemy coś osiągnąć. Im się udało.

Reklama

[…] - Czy didżej jest dla Twojego pokolenia kimś w rodzaju guru, bohatera?

- Nie sądzę. Myślę, że słowo „didżej” w ostatnich latach trochę straciło na znaczeniu. Kiedyś chodziło się do klubu na konkretnego prezentera. I bawiło się przy muzyce, którą on proponował. Taki człowiek miał swoją wizję występu, skrupulatnie układał listę granych utworów, zabawiał muzyką, która była unikalna, której nikt wcześniej nie słyszał. Dzisiaj didżej bardziej przypomina szafę grającą. Zawsze musi brać pod uwagę czyjeś gusta. Masz zagrać to, co lubię, wtedy się będę bawił, a jeśli zagrasz coś nieznanego - to może będę się bawił, ale... niekoniecznie.

Reklama

- Twoi faworyci wśród didżejów?

- Tchami i Malaa - dwójka Francuzów, którzy ostatnimi czasy bardzo mnie inspirują. Poza tym: Don Diablo i Oliver Heldens. A z polskich I.GOT.U, DJ Kuba@Neltan oraz Sikdope. Teraz nie wystarczy być tylko didżejem, jeżeli ktoś chce wypłynąć na szersze wody, musi się czym wyróżniać. Przykładowo być producentem i tworzyć własną muzykę. Albo mieć inny pomysł na siebie jak DJ Hazel, który podczas występów gra na keyboardzie i obsługuje konsolę didżejską. Ja też od dawna o tym myślę. Chciałbym połączyć miksowanie z grą na instrumentach.

Reklama

-A na jakim instrumencie grasz?

- Uczyłem się gry na keyboardzie i pianinie w Gminnym Ośrodku Kultury w Zbuczynie. I to dosyć długo, od zerówki do drugiej klasy technikum. Uczył mnie m.in. Marcin Chojecki, od którego kupiłem swoje pierwsze nagłośnienie.

- Masz cel w życiu, marzenia, a także odwagę i pewność siebie, żeby je realizować. Chyba nie może się nie udać?

- Muzyka zajmuje pierwsze miejsce w moim życiu. Jestem wdzięczny rodzicom, dziewczynie i znajomym, że trzymali za mnie kciuki. Jednak przede mną długa droga... […]

Reklama

* Cały obszerny wywiad w najbliższym papierowym wydaniu Tygodnika Siedleckiego.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości