Przed wojną stary Piesiewicz był sędzią w Sądzie Okręgowym w Siedlcach. Opowiadał mi, jak pewnego razu sądził w skomplikowanej sprawie o zabójstwo.
Trzeci dzień procesu, piątek. Przemawia oskarżyciel. Mija jedna godzina, druga i kolejna, a końca wystąpienia nie widać. Sędzia Piesiewicz wierci się niespokojnie i co chwila spogląda na zegarek. Dochodzi trzecia. Pod gmachem czeka już pewnie dorożka. Ma go zawieźć na stację kolejową, a dalej pociągiem do Warszawy, na premierę teatralną. Prokurator wreszcie kończy, ale teraz kolej na stronę przeciwną. "Udzielam głosu obrońcy" - ogłasza z rezygnacją w głosie sędzia Piesiewicz.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!