Ta sytuacja musiała wyglądać dość komicznie. Doskonale obrazuje ona jednak atmosferę, jaka od pewnego czasu panuje w samorządzie gminy Siedlce - trochę straszno, trochę śmieszno.
Przewodniczący Rady Gminy Siedlce, Marek Misiura, zainteresował się pewną inwestycją. Chciał się więc zapoznać z dotyczącymi jej dokumentami. I bez problemu otrzymał je od kierowniczki wydziału. Chodziło o umowę w sprawie dofinansowania i dwa aneksy.
– Materiały były dość obfite i chciałem je skserować, żeby się z nimi dobrze potem zapoznać – opowiada Marek Misiura. – Poszedłem więc do Biura Rady i poprosiłem pracownicę o zrobienie odbitek. W tym momencie ze swojego gabinetu wyszła sekretarz i zwróciła się do swojej podwładnej z wyrzutem: „Co pani robi?”. Nie tylko nie pozwoliła na skserowanie dokumentów, ale je zabrała. Potem sekretarz poszła do Biura Rady i powiedziała, że ja więcej żadnych dokumentów nie dostanę. Powiedziała mi też, że naraziłem pracownicę, która miała skserować materiały, na wyrzucenie z pracy. Nie dojdzie do tego tylko dlatego, że została ona zatrudniona niedawno. [...]
Więcej w papierowym i e-wydaniu „TS” nr 14.
Zbigniew JuśkiewiczChcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!