Do redakcji zatelefonowała niedostępna wcześniej pod telefonem pedagog szkolna z Zespołu Szkół w Staninie, Beata Łazuga. Dzwoniła w sprawie świadectwa, którego nie wydano uczniowi za nieuregulowaną opłatę na Komitet Rodzicielski. – Zatrzymanie świadectwa nie było moim wymysłem. W szkole tak się postępuje nie od dziś, a teraz, gdy wszyscy chowają głowy w piasek, ja wychodzę na jedyną winną. Czuję się pokrzywdzona – stwierdziła na wstępie nauczycielka.
Szczegółowo o zamieszaniu ze świadectwem Marcina Skwarka, ucznia kl. II A stanińskiego Gimnazjum można przeczytać TUTAJ.
Uczeń stwierdził, że po wręczeniu mu świadectwa nauczycielka spojrzała na kartkę z nazwiskami kilkorga dzieci i odebrała mu je. – W dniu rozdawania świadectw przyszłam do tej klasy na zastępstwo. Poprosiła mnie o to koleżanka, Barbara Szewczak, która jest wychowawczynią II A. Ja jestem szkolnym pedagogiem, nie pełnię funkcji wychowawcy – wyjaśnia B. Łazuga. – W klasie robiłam to, co mi poleciła koleżanka. Zdążyłam przekazać świadectwo Marcinowi i spojrzałam na listę nazwisk wypisanych na kartce. Były to dzieci, których opiekunowie nie zapłacili składek na Komitet. Przeprosiłam chłopca i poprosiłam o zwrot świadectwa. On zaraz po tym wyszedł z sali. Zrobiłam to, o co mnie proszono, i co, jak sobie przypominam, zawsze miało miejsce w szkole – podsumowała B. Łazuga. (pgl)
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!