Reklama

Plaga hazardu

Automaty do gier czekają na każdym kroku. Kuszą nawet w wiejskich sklepach. Lokalne społeczności na ich lokalizację nie mają żadnego wpływu. Społecznymi skutkami hazardu nikt nie zajmuje się na szerszą skalę. Lokalnie nikt nie bada zagrożenia. Jedyną przestrogą są historie tych, co zgrali się do reszty.

Ciemny i mroźny marcowy wieczór. Na drodze przez wieś ani żywego ducha. Wieś w gminie Mordy położona opodal drogi powiatowej Siedlce-Korczew powoli szykuje się do snu. Zatrzymuję leciwego poloneza, który samotnie mknie przez wieś. Pytam o sklep, gdzie można pograć na automacie. Siedząca w środku rodzina reaguje zdziwieniem. Wzruszają ramionami. Do miejscowego sklepu nie chodzą od lat. Tak jak większość mieszkańców.
Od lat nie była tam również młodziutka i urocza pani sołtys, jak też starsza pani z białego domku. Do sklepiku przy wiejskiej świetlicy chodzą głównie miejscowe „obszczymurki”.  Młodzi na zakupy jeżdżą do Siedlec lub do Mordów, a starsi wolą kupić w obwoźnym sklepie, bo taniej i towar lepszy.
Ale właścicielka jedynego sklepu najwyraźniej walczy o utrzymanie się na rynku. Otwiera rano na kilka godzin i wieczorem, tak około godz. 17.
Przed sklepem stoi kilka mocno wysłużonych rowerów. Dość sfatygowane drzwi i wystrój sklepu mówią, że tu czas się zatrzymał. Na ladzie i półkach skromna oferta. Paczka gumy do żucia o złotówkę droższa niż w Siedlcach. Od progu czuć tanim piwem. Trzech rozochoconych panów zapomniało najwyraźniej o bożym świecie. Skupieni wokół automatu, który mruga czerwonymi lampkami i wydaje drażniące dźwięki. W ręku piwo, papieros… spięte plecy, poirytowana twarz. Znów nic. Przegrana. Cała trójka grzebie po kieszeniach. Może tym razem dopisze szczęście.
- Pani! To złodziej ta maszyna! Tylko w kółko przegrywamy. Wygrana trafia się rzadko, oj rzadko! Tak człowiek czas tu zabija, bo co na wsi robić - narzeka niski jegomość. Jest wyraźnie pod wpływem adrenaliny.
Młody chłop, o spowolniałej mimice i tępym spojrzeniu nie odrywa oczu od automatu. Stoi oparty o dwie nieczynne maszyny.
- Te nie są włączane, bo nie mają rejestracji – skwapliwie wyjaśnia sklepowa.
Wychodzę nie bardzo ufając szyldowi, który informuje, że byłam w sklepie, a nie w barze piwnym z automatem do gier losowych.

Po krzywdzie

- To plaga ten hazard po wsiach! Kiedy doczekamy się, że nowa ustawa to w końcu ukróci! W telewizji politycy gadają, że koniec z hazardem, a nasze chłopy co dzień lecą i garść pieniędzy przepuszczają - łamie się kobiecy głos w słuchawce redakcyjnego telefonu.
Zdesperowana kobieta wyraźnie ma już dość. Zamierza dzwonić do PIH-u, do Urzędu Skarbowego i gdzie się tylko da, aby sprowadzić kontrole. Nie omieszka dotrzeć do celników, aby skorzystali ze swoich uprawnień i sprawdzili legalność automatu.
- Niech zamkną ten sklep, bo tylko nicponiom służy i pogrąża całe rodziny w biedzie! – wykrzykuje i wybucha płaczem.
Czy dotarły do niej moje słowa, że gra na automatach może być nałogowa, że uzależnienie od hazardu trzeba leczyć…
- Już tyle razy obiecywał, że grać nie będzie, ale jak tylko po papierosy wstąpi, to mówi, że tak go ciągnie, że oprzeć się nie może… Niech tym, co żyją z tych automatów, nasza krzywda w gardle stanie! Niech pani to napisze! Z krzywdy całych rodzin te ich podobno krociowe zyski! – pomstuje kobieta.
 Z bezradności ta jej złość! Ile będzie czekała, aż na automat, który stoi w jedynym sklepie na wsi, wygaśnie koncesja? Specjaliści branży hazardowej twierdzą, że koncesje na automaty do gier wygasać będą sukcesywnie w ciągu najbliższych 5 lat.
W okolicy z uśmieszkiem mówi się o tych, co za bardzo uwierzyli w wygraną. Jest ich kilku. W obejściu nic nie robią, tylko na rower i do Mordów, bo tam automatów najwięcej. Jeden z miejscowych hazardzistów musiał sprzedać nawet ukochany motorower. Wcześniej zadłużył się na kilkanaście tysięcy w banku. Po ludziach też napożyczał pieniędzy. A zmizerniał! Długo dziwowano się, co z nim się dzieje, bo dobrą rentę ma i zawsze do niej sobie dorabiał. Gadano, że pewnie jakąś pazerną babę podłapał, która tak go z pieniędzy ograbia. A on w te automaty przegrywał! Aż trudno uwierzyć w taką głupotę!

Gmina rozkłada ręce

- Nie mam żadnego wpływu na lokalizację automatów do gier! Hazard jest całkowicie poza kompetencjami samorządu! – mówi burmistrz miasta i gminy Mordy, Andrzej Piotrowski.
Władze gmin nie opiniują lokalizacji automatów, jeśli ich liczba nie przekracza 15 sztuk.  Problem nałogowego grania na automatach nigdy nie stanął na forum Rady Miasta i Gminy. O tym się nie mówi. Nikt lokalnie nie bada zjawiska, nie tropi negatywnych skutków społecznych, nie planuje działań profilaktycznych oraz pomocy dla tych, którzy już tkwią w szponach nałogu. O hazardzie jest cicho. Sieć automatów rozwijała się bez społecznych protestów. Oplotła ona nie tylko miasta, ale także wsie położone daleko od ruchliwych szos. 
Ostatnia nowela tzw. ustawy antyhazardowej spowodować ma wycofywanie automatów z rynku, będzie ona jednak sukcesywna, powodowana wygasaniem zezwoleń udzielanych przez ministerialnych urzędników. Ze sceptycyzmem ocenia się też możliwości służb celnych, na których spoczywa prawo kontrolowania legalności automatów.

To się leczy
- Nałogowy hazard to poważna choroba! – alarmuje Marianna Podniesińska ze stowarzyszenia „Powrót z U” w Siedlcach.
Do poradni leczenia uzależnień, którą „Powrót z U” prowadzi przy ul. Kilińskiego, przychodzi na terapię indywidualną kilku nałogowych hazardzistów.
Są zapewne wierzchołkiem przysłowiowej góry lodowej. W naszym regionie nikt nie badał, jak wiele osób – dorosłych i młodzieży – uprawia hazard i ile z nich jest już uzależniona.
- Wyrwanie się ze szponów tego nałogu jest bardzo trudne. Nasi pacjenci mówią, jak trudno im wytrwać w abstynencji, gdy automaty wabią w sklepie,  do którego z konieczności muszą wstąpić po codzienne zakupy. Nie kryją, jak silnie targa nimi pragnienie wygranej  – mówi Marianna Podniesińska.
Wielu hazardzistów to osoby skłonne do uzależnień. Są wśród nich byli lub czynni alkoholicy, palacze nikotyny. Okowy hazardu są jednak podobno mocniejsze. Obsesyjne dążenie do wygranej szybko wiąże człowieka, odbiera rozsądek, redukuje inne potrzeby…
Na leczenie przychodzą, gdy ich życie się wali, gdy skutki hazardu stają się dotkliwe. Gdy trzeba było sprzedać ciągnik lub samochód, aby uregulować długi, gdy żona spakowała walizki, gdy ziemniaki zmarzły na polu, bo zamiast wykopków ważniejsza była iluzoryczna wygrana. W poradni „Powrót z U” hazardzistów jest coraz więcej. Terapeuci dążą do stworzenia grupy samopomocowej „Anonimowych Hazardzistów”.  Uważają, że o społecznych skutkach plagi hazardu trzeba zacząć mówić głośno i otwarcie.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości