Reklama

Pro memoria

Andrzej Lepper odszedł w sposób niespodziewanie tragiczny. Uchodzący za samorodny talent polityczny, jedna z najbardziej wyrazistych osobowości polskiej sceny politycznej, jej „silny człowiek” - popełnił samobójstwo. Taka decyzja zawsze jest aktem przyznania się do bezradności i braku pomocy. Ktoś, wokół kogo, gdy był na szczycie, kłębił się tłum ludzi, został sam ze swymi kłopotami. Nikt nie mógł mu pomóc czy też on sam nie szukał pomocy? Pytania można mnożyć. Ale wiele z nich jest ponadczasowych - nie tylko na okoliczność śmierci osoby znanej i budzącej skrajne emocje.

Mija trzeci dzień od śmierci A. Leppera. Im dłużej słucham oracji ludzi, którym się wydaje, że mają coś do powiedzenia o nim, tym bardziej są one miałkie i tym mocniej wybrzmiewają słowa Władysława Serafina, zarejestrowane na gorąco przed warszawskim biurem „Samoobrony”. Do nich wszakże „gadające głowy” nie nawiązują - co mnie nie dziwi - bo musieliby powiedzieć coś o sobie, „odkryć się”, a na to ich ciągle nie stać. Boją się takiej refleksji...
Otóż p. Serafin w bardzo emocjonalnej formie zaapelował do polityków, aby śmierć jego przyjaciela odczytali jako wezwanie do opamiętania, do zwolnienia tempa rywalizacji i zaprzestania podkręcania temperatury sporów poprzez nieustanne wzajemne oskarżanie się, sianie nienawiści, udowadnianie swych racji na wszelkie sposoby, za wszelką cenę. Bo cena może być najwyższa. Nikt nie jest z żelaza, a wszyscy jesteśmy śmiertelni...
Myślę, że to życzenie, czy raczej przestroga, ma charakter uniwersalny i każdy z nas powinien ją odnieść do siebie. A mało to pomiędzy nami pędzących za sukcesem na złamanie karku? Brakuje mających w nienawiści bliźnich, gotowych na wiele, byle ich upokorzyć - głosicieli poglądu, że im udręka zadana przeciwnikowi boleśniejsza, tym słodszy smak zwycięstwa?

Znam ludzi, którzy podporządkowują swe życie dążeniom do osiągnięcia materialnego albo ambicjonalnego sukcesu. Znam też takich, którzy byli na szczycie i z niego spadli; najczęściej strąceni przez nie mniej od nich zajadle pnących się na wyżyny, które miały im dać spełnienie, pełnię szczęścia. Przyniosły traumę, gorycz, czasem rozpacz, zawsze kłopoty osobiste.
Cóż, ta śmierć nikogo chyba nie skłoni do refleksji, że to, co najpiękniejsze w życiu człowieka, z reguły jest tuż obok. Że nie są to ani sumy bajońskie, ani zaszczyty, ani władza. Bo są to ludzie, którzy kochają i których się kocha. To chwile z nimi spędzone, których utraty nie wyrównają żadne godności i pełne konta. Ambitni rozumieją tę prawdę wówczas, gdy zmęczeni walką o sukces nie mają już sił, chęci ani czasu, by tego doświadczyć. A wtedy pojawia się uczucie pustki, niespełnienia, braku nadziei...
Boxer

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości