Coraz rzadziej zostawia ślady na ciele, coraz częściej niszczy psychikę. Przemoc domowa zmienia swoje oblicze i przez to staje się trudniejsza do wykrycia. Podczas konferencji „Razem Przeciw Przemocy” w Mińsku Mazowieckim padły mocne słowa: narzędzia są, procedury też – ale w praktyce pomoc wciąż często kończy się na minimum.
To nie zawsze krzyk i awantura za ścianą. Często to cisza, kontrola, strach i zależność, które trwają latami. Właśnie taka przemoc – niewidoczna – dziś dominuje.
O problemie rozmawiano w siedzibie Komendy Powiatowej Policji w Mińsku Mazowieckim. W spotkaniu uczestniczyli policjanci, samorządowcy, przedstawiciele oświaty, sądów, pomocy społecznej oraz specjaliści pracujący z osobami dotkniętymi przemocą.
Konferencję otworzył komendant powiatowy policji insp. Krzysztof Naszkiewicz.
– Szczególnie cieszy nas, że spotykają się przedstawiciele różnych służb i instytucji, które na co dzień zajmują się pomocą osobom pokrzywdzonym – podkreślił.
Na to, jak bardzo przemoc bywa niewidoczna, zwróciła uwagę zastępca burmistrza Katarzyna Łaziuk.
– Dom powinien być miejscem bezpieczeństwa, ale dla wielu osób staje się przestrzenią przemocy, z której trudno się wydostać – mówiła.
Jak zaznaczyła, problem często pozostaje niezauważony.
– Musimy uczyć się dostrzegać sygnały przemocy i wiedzieć, jak reagować. Bez tego nawet najlepszy system nie zadziała – dodała.
– Coraz rzadziej mamy do czynienia z przemocą fizyczną, a coraz częściej z psychiczną. A to oznacza, że trudniej ją rozpoznać i udowodnić – mówił dr Grzegorz Wrona ekspert w zakresie przeciwdziałania przemocy..
To właśnie dlatego system często reaguje zbyt późno.
– Policja i pomoc społeczna wkraczają zazwyczaj wtedy, gdy coś już się wydarzyło. Tymczasem szkoły czy służba zdrowia mogą zauważyć problem wcześniej – zaznaczył.
I dodał wprost:
– Nawet najlepsze przepisy nie wystarczą, jeśli ograniczamy się do robienia tylko tego, co musimy.
– W 2025 roku policjanci wszczęli blisko 60 tysięcy procedur „Niebieskiej Karty”. Ponad 90 tysięcy osób zostało dotkniętych przemocą – mówił wiceminister Czesław Mroczek.
Jak podkreślił, policja odgrywa kluczową rolę w systemie reagowania.
– To ona najczęściej jako pierwsza podejmuje interwencję i uruchamia procedury ochronne – zaznaczył. Ważnym narzędziem są również nakazy opuszczenia mieszkania i zakazy zbliżania się do ofiar – podkreślił.
W samym powiecie mińskim liczby również są niepokojące.
Jak informuje st. sierż. Paula Antolak, oficer prasowa mińskiej policji, w 2025 roku wszczęto 215 procedur „Niebieskiej Karty”. Wśród sprawców było 188 mężczyzn i 28 kobiet, a aż 124 osoby znajdowały się pod wpływem alkoholu. Policjanci zatrzymali 78 osób. Do marca bieżącego roku wszczęto już 73 procedury „Niebieskiej Karty”.
– Interwencja ma zatrzymać przemoc „tu i teraz”. Pomoc to proces długotrwały – mówiła kom. Natalia Flisiak-Górecka z Komendy Stołecznej Policji.
Jak podkreśliła, działania często odbywają się pod presją czasu i w bardzo trudnych warunkach.
– Wchodzimy w sytuacje pełne napięcia i silnych emocji. Na miejscu są skonfliktowane strony, często obecne są dzieci, a decyzje trzeba podejmować natychmiast, mając ograniczony czas i niepełny obraz sytuacji – wyjaśniła.
Dodała, że w takich momentach trzeba jednocześnie zadbać o bezpieczeństwo i właściwie ocenić sytuację.
– To nie są warunki, w których łatwo o spokojną diagnozę, a od tych pierwszych decyzji często zależy dalszy przebieg sprawy – zaznaczyła.
– Bardzo często wracamy do tych samych rodzin. To pokazuje, jak trudno przerwać ten mechanizm – przyznał dr Wrona.
Psycholog Maria Albrechcińska-Oleksiuk wyjaśniła, dlaczego tak się dzieje:
– „Niebieska Karta” to dopiero początek drogi. Przemoc działa w cyklu – najpierw jest jej wybuch, potem tzw. „miodowy miesiąc”, kiedy wydaje się, że wszystko się uspokaja, a później napięcie znów narasta. I ten schemat się powtarza – dodała.
Wskazała, że to właśnie w fazie „miodowego miesiąca” pojawia się nadzieja, że sytuacja się poprawi. Wtedy część osób rezygnuje z dalszych działań, nie zgłasza sprawy lub ją wycofuje.
– Mamy sprawców i ofiary, ale coraz wyraźniej widzimy trzeci element – świadków – mówił Maciej Sokołowski, dyrektor ośrodka pomocy społecznej.
Problem w tym, że świadkowie często nie reagują.
– Ludzie nie wiedzą, co zrobić. Boją się, czy zgłosić sprawę, czy pozostaną anonimowi i czy nie narazi ich to na problemy. Dlatego często wybierają niewtrącanie się – zaznaczył.
Efekt jest prosty: część przemocy nigdy nie trafia do żadnej instytucji.
– Uczymy się udzielania pierwszej pomocy, ale nikt nie uczy nas, jak reagować na przemoc domową – dodał.
Na sali nie brakowało wiedzy, doświadczenia i deklaracji współpracy. Problem w tym, że wiele z tych wniosków powtarza się od lat.
A przemoc nadal wraca – często do tych samych rodzin.
Eksperci nie mieli wątpliwości: system posiada narzędzia, ale nie zawsze działa tak, jak powinien. Zdarza się, że reakcja jest spóźniona, działania ograniczają się do minimum, a współpraca między instytucjami ma charakter formalny.
To właśnie w praktyce, a nie w przepisach, rozstrzyga się skuteczność przeciwdziałania przemocy.
Konferencja pokazała, że system przeciwdziałania przemocy istnieje i funkcjonuje, ale w praktyce wciąż często zatrzymuje się na poziomie minimum – procedur i formalności.
– Największym wyzwaniem jest dziś nie tylko reagowanie, ale realna pomoc i odpowiedzialność wszystkich instytucji – podsumowano.
Pozostaje pytanie: czy za tymi deklaracjami pójdą konkretne działania w codziennej pracy.
Bo jeśli instytucje będą działać obok siebie zamiast razem, a pomoc będzie „odhaczana”, to nawet najlepsze procedury pozostaną tylko zapisem na papierze – i kolejną konferencją, po której niewiele się zmienia.
Dla dzieci i młodzieży:
Pomoc można uzyskać także w ośrodku pomocy społecznej, w szkole lub na policji.
Jeśli widzisz przemoc albo ktoś cię krzywdzi – zadzwoń.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
To dlatego, że mężczyźni boją się zgłaszać przemoc bo mogą zostać wyśmiani. Apelujemy do mężczyzn, żeby zgłaszali przemoc psychiczną i fizyczną kobiet wobec nich i dzieci.
Statystyki dyskretnie przemilczają to, jak wiele Niebieskich Kart zakładanych jest na podstawie fałszywych przesłanek - np. porachunków par wokół rozstania, zdrady lub opieki nad dziećmi i/lub opinii niedoświadczonych psycholożek, które łatwo się dały zmanipulować bajkami bez pokrycia w faktach. Nie ma wysokich kar za fałszywe zgłoszenia, które w imię załatwiania czyjejś prywaty pochłaniają pieniądze państwa, a o wynikłe z tego zniesławienie należy wytaczać proces cywilny. W przypadku tej procedury nie ma też obrońcy z urzędu, ani domniemania niewinności - jak chociażby w sprawach karnych - rzekomy sprawca nawet bez jakichkolwiek dowodów traktowany jest jako winny. Znam przypadek, gdzie oskarżono o molestowanie niemowlęcia niewinnego człowieka tylko dlatego, że był mężczyzną i (białym) obcokrajowcem do wycyckania z ojcostwa i wydojenia z pieniędzy. Także przypadek, gdy przemocy psychicznej w związku dopuszczała się chora psychicznie teściowa. Słyszałem o parze, w której mężczyzna i kobieta na zmianę zakładali sobie Niebieska Kartę, jakby dla sportu. Słyszałem też z pierwszej ręki o sytuacji, gdy oskarżono o przemoc kobietę, tak naprawdę będącą ofiarą gaslightingu ze strony zaburzonego psychicznie męża, który uprowadzał ich krzyczące dziecko ze szkoły w majestacie prawa, na oczach płaczących nauczycielek. Istnieje też ryzyko, że kuratorem rodziny w ramach NK zostaje tępy, niedouczony babochłop, dla którego jest to drugi etat i który terroryzuje członków rodziny telefonami typu "co słychać?" w weekendy po 21:00. A dzielnicowy - który rzekomo wchodzi w skład zespołu - z powodu nawału innych zadań nigdy się nie pojawi na jakimkolwiek spotkaniu. Jest to parodia prawa, równości i dobrych obyczajów. Ale o tym się nie mówi. Dominuje pogląd, że procedura jest zakładana tylko tam, gdzie jest patologia, alkohol i recydywa. Niestety, Niebieska Karta się nie sprawdza. Bywają fałszywe alarmy, a do poważnych spraw brakuje poważnych narzędzi (zamiast terapii szkolenia o pupie Maryni). Tymczasem wdrożenie NK często zwielokrotnia ryzyko przemocy, podobnie jak zakazy zbliżania się - co sprawdzone zostało empirycznie i statystycznie.
A czy było coś o zmuszaniu podwładnych do przeciągania wszczęć na nowy okres rozliczeniowy?
Insp. Krzysztof Naszkiewicz to człowiek, który swoją postawą pokazuje, jak powinien wyglądać prawdziwy policjant z powołania. Profesjonalny, spokojny, zaangażowany i zawsze blisko ludzi oraz ich problemów. Widać, że służbę traktuje bardzo poważnie i wykonuje ją z ogromnym sercem oraz odpowiedzialnością. Dziś bardzo potrzeba takich osób — doświadczonych, empatycznych i potrafiących rozmawiać o trudnych sprawach, takich jak przemoc domowa. Wielki szacunek za inicjatywę, kulturę osobistą i codzienną pracę na rzecz mieszkańców. Insp. Naszkiewicz budzi zaufanie i pokazuje, że policja może być nie tylko skuteczna, ale też ludzka i pełna zrozumienia dla drugiego człowieka.
St. sierż. Paula Antolak to osoba, która swoją pracą pokazuje pełen profesjonalizm, zaangażowanie i ogromną odpowiedzialność. Widać, że podchodzi do swojej służby z sercem i dużą wrażliwością na problemy ludzi. Temat przemocy domowej jest niezwykle trudny i wymaga nie tylko wiedzy, ale także empatii oraz umiejętności rozmowy z osobami, które często przez lata żyją w strachu i milczeniu. Wielki szacunek za rzetelne informowanie społeczeństwa i codzienną pracę na rzecz bezpieczeństwa mieszkańców. Takie osoby budują zaufanie do policji i pokazują, że za mundurem stoi człowiek z powołaniem, kulturą osobistą i prawdziwym zaangażowaniem w pomoc drugiemu człowiekowi.
To dlatego, że mężczyźni boją się zgłaszać przemoc bo mogą zostać wyśmiani. Apelujemy do mężczyzn, żeby zgłaszali przemoc psychiczną i fizyczną kobiet wobec nich i dzieci.
Statystyki dyskretnie przemilczają to, jak wiele Niebieskich Kart zakładanych jest na podstawie fałszywych przesłanek - np. porachunków par wokół rozstania, zdrady lub opieki nad dziećmi i/lub opinii niedoświadczonych psycholożek, które łatwo się dały zmanipulować bajkami bez pokrycia w faktach. Nie ma wysokich kar za fałszywe zgłoszenia, które w imię załatwiania czyjejś prywaty pochłaniają pieniądze państwa, a o wynikłe z tego zniesławienie należy wytaczać proces cywilny. W przypadku tej procedury nie ma też obrońcy z urzędu, ani domniemania niewinności - jak chociażby w sprawach karnych - rzekomy sprawca nawet bez jakichkolwiek dowodów traktowany jest jako winny. Znam przypadek, gdzie oskarżono o molestowanie niemowlęcia niewinnego człowieka tylko dlatego, że był mężczyzną i (białym) obcokrajowcem do wycyckania z ojcostwa i wydojenia z pieniędzy. Także przypadek, gdy przemocy psychicznej w związku dopuszczała się chora psychicznie teściowa. Słyszałem o parze, w której mężczyzna i kobieta na zmianę zakładali sobie Niebieska Kartę, jakby dla sportu. Słyszałem też z pierwszej ręki o sytuacji, gdy oskarżono o przemoc kobietę, tak naprawdę będącą ofiarą gaslightingu ze strony zaburzonego psychicznie męża, który uprowadzał ich krzyczące dziecko ze szkoły w majestacie prawa, na oczach płaczących nauczycielek. Istnieje też ryzyko, że kuratorem rodziny w ramach NK zostaje tępy, niedouczony babochłop, dla którego jest to drugi etat i który terroryzuje członków rodziny telefonami typu "co słychać?" w weekendy po 21:00. A dzielnicowy - który rzekomo wchodzi w skład zespołu - z powodu nawału innych zadań nigdy się nie pojawi na jakimkolwiek spotkaniu. Jest to parodia prawa, równości i dobrych obyczajów. Ale o tym się nie mówi. Dominuje pogląd, że procedura jest zakładana tylko tam, gdzie jest patologia, alkohol i recydywa. Niestety, Niebieska Karta się nie sprawdza. Bywają fałszywe alarmy, a do poważnych spraw brakuje poważnych narzędzi (zamiast terapii szkolenia o pupie Maryni). Tymczasem wdrożenie NK często zwielokrotnia ryzyko przemocy, podobnie jak zakazy zbliżania się - co sprawdzone zostało empirycznie i statystycznie.
A czy było coś o zmuszaniu podwładnych do przeciągania wszczęć na nowy okres rozliczeniowy?