Reklama

Przyjaciel Tusk

Premier rządu nie zagrał 31 maja z samorządowcami i przedsiębiorcami w piłkę na murawie łukowskich „Orląt”. Odwiedził jednak miejski stadion i gdyby nie napięty czas oraz konieczność powrotu do pracy, to... zagrałby! Do pełnego składu drużyny parlamentarzystów brakowało akurat jednego zawodnika.

Donald Tusk bywał w Łukowie wcześniej, dorabiając w spółdzielni „Świetlik”, a po latach jako wicemarszałek Senatu RP. – Gdy szkliłem okna w halach i malowałem kominy, nie sądziłem, że przyjadę tu jako premier. Nie sądziłem, że będę urzędnikiem państwowym. Ja wtedy byłem antypaństwowy – powiedział D. Tusk podczas sesji Rady Miasta.
Poza oficjalnym programem wizyty (odwiedziny w „Łuksji”, na budowie boiska w Szkole Podstawowej nr 5, na brefingu z dziennikarzami i na sesji miejskiej), były nieplanowane epizody. Pokazały, że premier jest dobrym człowiekiem, rozumiejącym potrzebę podnoszenia rangi samorządów i unikania politykierstwa w budowaniu małych ojczyzn.
Premier na konferencji oznajmił dziennikarzom, że „chętnie będzie budował boiska z PiS-em, z SLD, Bóg wie kim jeszcze, byleby one powstały”. Później siadł w kucki ze sportowcami z UKS „Piątka” i rozmawiał o ich problemach. Patrzył z ciekawością jak młodzi grają.
Na sesji RM namawiał do wspierania jego reform samorządowych. Na oficjalnym spotkaniu było też miło i familiarnie, szczególnie gdy premier wręczył burmistrzowi Zbigniewowi Zemle oraz przewodniczącemu Rady Miasta, Jerzemu Kamińskiemu, oprawioną fotografię grupy „świetlikowców” pracujących w Zakładach Mięsnych, i powiedział że w ramach taniego państwa prezent nie jest drogi, ale od serca.
– Od serca czuję się łukowianinem. Tygodnie spędzone tu w latach 70. były dla mnie ważne. Najmilej wspominam mieszkanie w hotelu dla pielęgniarek – z radością stwierdził D. Tusk.
Po sesji premier nie wyjechał do Warszawy, chociaż takie były oficjalne plany. Udając się na stadion Klubu Sportowego „Orlęta” zdążył złożyć weselne zyczenia nowożeńcom wychodzącym akurat z kolegiaty. Młoda para nie mogła się tego spodziewać w najśmielszych snach!
Na stadionie szef rządu, jak zwykły kibic zasiadł na trybunie z innymi. Na murawie przygotowywały się reprezentacje przedsiębiorców, parlamentarzystów i samorządowców. W drużynie parlamentarzystów brakowało zawodników. Premier nerwowo spoglądał na zegarek i w końcu z charakterystycznym grymasem twarzy powiedział: – Panowie, tym razem nie mogę. Mam być jeszcze wieczorem w Kancelarii. Pamiętajcie, że macie we mnie przyjaciela.
Czuło się, że pożegnalne słowa to nie drętwa kurtuazja.
Więcej o wizycie D. Tuska w Łukowie można przeczytać w wydaniu papierowym „TS”. (pgl)

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości