Zarzucono mi, że w swych felietonach atakuję Kościół z rażąco-nużącą cyklicznością pisząc o nagannych postawach jego kleru. Zadumałem się nad tą krytyką: może rzeczywiście „przeginam”? Fakt, od czasu do czasu bywam złośliwy wobec „urzędników Pana Boga”, ale czy w ten sposób atakuję Kościół - Matkę naszą? Czy krytyka postaw kleru jest krytyką wspólnoty duchowej?
Jest nas, Polaków, coś ze czterdzieści milionów. W zdecydowanej większości jesteśmy spokojni, uczciwi, bogobojni, życzliwi i dobro czyniący. Jest też wśród nas procent (dwa?) leni, cyników, chciwców i hipokrytów. A w tym procencie jest promil (półtorej?) kanalii, złodziei, pedofilów i zbrodniarzy. Ale to ten promil przyciąga uwagę mediów i to dla popełnianych przez ów promil niegodziwości miliony porządnych ludzi czytają ociekające krwią i przemocą teksty i oglądają tzw. audycje śledcze chcąc poznać kulisy czynów okropnych i obrzydliwych. Zło - jak twierdzą uczeni w pismach różnych - ma niepojętą siłę przyciągania uwagi. Niektórym jest ponoć potrzebne, aby umacniali się we wstręcie do zła i postawie: „Tak nie wolno postępować”. A mnie ciekawi (np.), ilu urzędników nie bierze łapówek, bo ma takie zasady moralne, a ilu ze strachu przed karą, gdy się machinacja wyda...
Kościół - instytucję tworzą ludzie, którzy - jak twierdzą - otrzymali dar powołania do służenia Bogu. Tych, którzy realizują etos „świętego kapłana”, jest przytłaczająca większość, ale są też i tacy, co albo pochopnie uznali, że na ich czołach spoczął palec Boży, albo którzy folgują zanadto słabościom i złym skłonnościom mając w nosie obowiązek godnego pełnienia misji kapłańskiej. I to na tym odsetku księży będących łyżką dziegciu w beczce miodu skupia się uwaga tłumów. To o nich, księżach obojętnych na ludzkie potrzeby, pysznych, postępujących nieobyczajnie i niegodnie piszą gazety. To oni są powodem zgorszenia maluczkich oraz potężnego bólu głowy papieża. Czy zatem jestem nużąco napastliwy pisząc o postawach ludzi Kościoła temu Kościołowi ubliżających? Kościół to przecież wspólnota wiernych, którzy mają prawo oceniać pasterzy przez niego utrzymywanych. Dobrym prawem felietonisty jest uchybienia pokazywać i smagać słowem złośliwym.
Wydaje mi się, że zarzut programowej niechęci wobec Kościoła jest pochodną zakorzenionego w polskiej mentalności przekonania, że akurat ludzie jemu (Bogu?) służący powinny być poza wszelką krytyką. Owszem, można popsioczyć na nich, ale w domu, pomiędzy zaufanymi, ale nie publicznie. A kusz, pokuso wredna! Ale ja tak nie uważam. Póki nie dowiedzie mi się kłamstwa, krytyka, że krytykuję, mnie nie rusza i nie wzrusza. Niech wstydzą się dający powody do takiego pisania... Boxer
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!