Siedlce mają największą kolekcję dzieł Małgorzaty Łady-Maciagowej, malarki, której obrazy powinny być pokazywane w najważniejszych muzeach w świecie. Nie są, bo jej karierę przekreśliło głośne mówienie o zbrodni katyńskiej. Ale to tam straciła to, co kochała najbardziej – męża i syna. Małgorzata Łada-Maciągowa pierwszych 11 lat życia spędziła w Siedlcach. Swa artystyczną spuściznę przekazała temu miastu. W muzeum regionalnym jest około 600 jej prac.
Najnowszą wystawę poświęconą malarce ("Kobieta z paletą") w Muzeum Regionalnym w Siedlcach rozpoczęto od ogłoszenia sensacji. Oto w pracowni konserwatorskiej Wiesława Fabera odkryto jej obraz („Giewont”), schowany pod innym. Wiesław Faber tłumaczył, jak to się stało. Otóż w mizerii i biedzie socjalistycznych realiów życia, artyści wykorzystywali czasem swe dzieła jako podkład pod inne, nowsze. Tak było w tym przypadku. Pod pastelą, poddaną konserwacji, skryty był przepiękny widok na Giewont. Uroczyste odsłonięcie obrazu było wzruszającym momentem. Warto było tego doświadczyć.
Małgorzata Łada-Maciągowa to postać piękna i tragiczna - odważna, utalentowana i wolna. Znawcy podkreślają, że jej dzieła powinny być eksponowane w świecie. Na szczęście, dzięki staraniom polskich historyków sztuki, jest odkrywana na nowo.
Obecna wystawa zachwyca. Zaprezentowano liczne akty, które są wyjątkowe. Mało kto przedstawia tak spełnione i akceptujące swe ciało kobiety. Przychodzi myśl, że malarka musiała czuć się kochana i była swobodna w miłości. Bo spełniona miłość to także cielesność, pewność siebie, dyskretny erotyzm. Na wielu aktach widać jej twarz. Te akty to kwintesencja zalotności. Wachlarz w dłoni nie zasłania wstydliwie twarzy, to raczej rekwizyt tajemnicy i niedopowiedzianych opowieści. Może się za nim skryć, ale nie musi, wręcz nie chce. Bo nie wstydzi się ciała i przyjemności, jaką może dać. To piękne, łagodne, smaczne akty. Koniecznie trzeba je zobaczyć. Jeden z obrazów ma zamontowaną ramę z zasłoną – czyżby realizm nagiego kobiecego ciała mógł wprawiać w zakłopotanie gości, więc go w zasłaniano?
Nie można się oprzeć myśli, że malarka musiała mieć duże poczucie humoru. Warto zatrzymać się przy obrazie "Chuligan". Widać na nim mężczyznę niedbale rozpartego na ławce w parku, w nonszalanckiej pozie, czytającego gazetę. Czuje się, jak ubawił ją ten widok. Ale wszystkie scenki z krakowskiego parku żyją własnym życiem.
Jeszcze inny charakter maja pastelowe szkice z zagranicznych podróży. No i projekty witraży! Koniecznie trzeba to zobaczyć. Wystawa będzie czynna do 26 kwietnia.
A przy okazji – w Siedlcach naprawdę powinna rozpocząć się poważna dyskusja nad potrzeba budowy galerii sztuki współczesnej. Bo mamy w mieście zbiory na światowym poziomie. Nie tylko w muzeum regionalnym.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!