Reklama

Siedlecka karta miejska - udogodnienie czy udręka?

Pozwoliłam sobie napisać do Państwa gazety list na temat funkcjonowania karty miejskiej i kar przyznawanych za brak rejestracji biletów zerowych. Mam nadzieję, że opisany problem okaże się ważny i interesujacy również dla Państwa.


Siedlecka karta miejska - udogodnienie czy udręka?

 

           Od kilku miesięcy w Siedlcach w MPK obowiązuje karta miejska. Władze postanowiły uszczęśliwić mieszkańców na siłę. Przy okazji dokonały podwyżki cen biletów, ponieważ z kiosku zniknęły tańsze wielorazowe bilety. Problemem okazało się również już samo wyrobienie karty. Punktów usługowych, niestety, stworzono niewiele, dotarcie do nich nie jest więc łatwe, zwłaszcza dla człowieka w podeszłym wieku. Zdarzają się również awarie, a wtedy doładowanie karty staje się niemożliwe. Bilet kupiony u kierowcy jest oczywiście jeszcze droższy.

Reklama

 

W bardzo sprytny sposób próbowano też zmusić mieszkańców do wyrobienia karty. Przez dłuższy czas kupienie papierowych biletów graniczyło z cudem. Teraz są już w kioskach dostępne, ale w autobusie znajduje się tylko jeden kasownik na takie bilety, umieszczony na środku pojazdu. W tłoku ciężko się dopchać. Gdy tłoku nie ma, też niedobrze, jeśli nie wsiadło się środkowymi drzwiami. Trzeba przebiec się trzęsącym autobusem, co jest szczególnie trudne, jeżeli znajdują się w nim podwyższenia (a takie cudeńka jeżdżą w naszym mieście).

Reklama

 


            Najbardziej kłopotliwy jest jednak fakt, że kasowniki w autobusach często nie działają. Prawie codziennie poruszam się miejskimi autobusami, więc mogę stwierdzić, że nie są to przypadki jednostkowe. Oczywiście można próbować do skutku, w końcu trafi się na sprawny kasownik, co jednak, kiedy jest tłok lub pasażer nie zauważy braku rejestracji karty? I właśnie taka sytuacja skłoniła mnie do napisania tego listu.

 


            Miejskimi autobusami porusza się również moja mama. Skończyła już 73 lata, więc jest uprawniona do bezpłatnych przejazdów. Od początku wprowadzenia nowych przepisów posługuje się kartą miejską, której używa zgodnie z przepisami- zawsze po wejściu do autobusu  dokonuje jej rejestracji. 2 czerwca miała jednak miejsce przykra sytuacja. Po wejściu do autobusu linii nr 3 jak zwykle przyłożyła kartę do kasownika, po czym usłyszała dźwięk rejestracji. Możliwe, że był to kasownik,  z którego korzystał inny pasażer, kasowniki umieszczone są blisko siebie. Była przekonana o właściwym użyciu karty. Nie była  w stanie przeczytać informacji na wyświetlaczu, ponieważ ma poważne problemy ze wzrokiem.  Na jednym z przystanków wsiadła grupa kontrolerów, która stwierdziła, że karta nie została zarejestrowana. Mamie wręczony został nakaz zapłaty za jazdę „na gapę”- prawie 80 złotych. Rozumiem, że kontrolerzy wykonywali swoje obowiązki, ale czy nie nazbyt gorliwie? Błąd rejestracji nie wynikał z mamy winy, była bowiem przekonana o właściwym użyciu karty. Nie ma możliwości udowodnienia tego faktu. Kontrolerzy nie sprawdzili nawet, czy kasowniki były sprawne. Czy moja mama ma  teraz płacić za swoją starość? Przecież w żaden sposób nie skorzystała na tym finansowo, nie zrobiła tego celowo.  Jest przecież uprawniona do bezpłatnych przejazdów. Zdaje też sobie sprawę z konieczności ich rejestracji.

Reklama

 


Wydaje mi się, że w takich sytuacjach przepisy powinny przewidywać łagodniejsze kary - czy nie wystarczyłoby pouczenie?

 


            Ciekawe jest również to, w jaki sposób MPK dokonało wyboru firmy sprawdzającej bilety. Zachowanie kontrolerów pozostawia wiele do życzenia. Czy normalne jest, że starszą osobę, która według własnego przekonania wszystko wykonała prawidłowo, osacza 4 (!) pracowników, robiąc z niej widowisko na cały autobus, narażając ją na dodatkowy stres? Czy równie ofiarnie spisywaliby krewkiego osiłka?

Reklama

 


Miałam okazję zobaczyć również „siedzibę” tej firmy.  „Siedzibę” w cudzysłowie, bo wizyta tam okazała się malutkim szokiem. Miejsce, w którym przyjmuje się klientów, jest wątpliwą wizytówką firmy. Malutki pokoik, zniszczone sprzęty i pełno prywatnych gości pani tam pracującej, którzy z rozdziawionymi ustami przysłuchują się rozmowie z petentem.

 


W sprawie przyznanej kary napisałam odwołanie do firmy. Dzisiaj przyszła odpowiedź, która świadczy o poziomie zatrudnionych tam osób, zawiera… błędy ortograficzne!!! Czy ta osoba, która rozpatrywała odwołanie, jest również autorem tego pisma? Czy ktoś, dla którego język polski jest językiem obcym (delikatnie mówiąc), jest w stanie zrozumieć treść odwołania, czy też odpowiedzi pisze mechanicznie, nie zwracając uwagi na treść? To wydaje mi się bardziej prawdopodobne.

Reklama

 


Odpowiedź na odwołanie w skrzynce pocztowej znalazło się 18 czerwca, tymczasem w piśmie, jako termin zapłaty kary, widnieje 16 czerwca. List został wysłany 14 czerwca, sprawdzałam na poczcie. Czy to kolejny sposób na wyciągnięcie dodatkowych pieniędzy? Niezapłacenie w terminie grozi kolejna karą!!! Firmy nie stać na list polecony? Aż taka ufność w szybkość działania Poczty Polskiej?

 


            Karta miejska miała stać się udogodnieniem, okazała się jednak problemem. Dużo bezpieczniej dla uprawnionych do bezpłatnego przejazdu  (przede wszystkim oszczędniej, biorąc pod uwagę wysokość kary) jest bowiem pobierać bilet zerowy u kierowcy. Wtedy nie ma szansy być oskarżonym o okradanie własnego miasta. Że dłużej to trwa? Że opóźnia się wyjazd z przystanku? Co tam, ważny święty spokój.

Reklama

 


Żeby było jasne-nie chodzi mi o utracone pieniądze. Żałuję wszystkich starszych ludzi, którzy znajdą się w podobnej sytuacji. Często obserwuję ich miotających się przy kasownikach, machających nieskoordynowanie w powietrzu kartami (czasami przy kasownikach na papierowe bilety). Wielu z nich nie rejestruje biletów, ponieważ o tym zwyczajnie zapomina! Starość rządzi się swoimi prawami. Ilu z nich zapłaciło do tej pory kary za swoją nieudolność? Ilu z nich miało trudności ze znalezieniem firmy PHU BATEX, położonej na ulicy, którą ciężko nawet znaleźć na mapie miasta?

Reklama

 


Rozumiem, że rejestrowanie zerowych biletów jest konieczne, ale czyż nie można łagodniej traktować ludzi, którzy uprawnieni są do bezpłatnych przejazdów? Kontrolerzy powinni wyłapywać cwaniaków a nie szukać ofiar.  Liczą się tylko pieniądze? Łatwy zarobek dla MPK i firmy Batex?

 


A co na to prawo? Czy można ponieść karę pieniężną za przewinienie, w którym nikogo nie naraziło się na straty finansowe i samemu nielegalnie nie uzyskało się korzyści finansowych?!

 


Daleko nam jeszcze do Europy. 

PS

Reklama

W tej sprawie 4 czerwca napisałam do dyrektora MPK w Siedlcach Bogdana Kozioła. Do dzisiaj nie otrzymałam odpowiedzi.

 


Podobno od 21 lat mamy w Polsce demokrację. A ja cały czas widzę PRL. 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama