Jest sprytny i bezczelny. Sprytny, bo przychodzi wieczorami i w weekendy, kiedy urzędnicy nie pracują. Bezczelny, bo nawiedza coraz szersze tereny.
ikt nie wie, skąd pochodzi i na jak długo się rozgości. Smród. Mdlący, obezwładniający, koszmarny. Niedługo będzie charakterystyczną wizytówką Siedlec. Wstydliwą, niewątpliwie. I śmieszną w swej tragedii. No właśnie: sprawa jest w sumie bardzo śmieszna. I dramatyczna jednocześnie, bo smród jest prawdziwy i... rzetelny. Nie żadne tam bączki po młodej kapuście lub leczo z fasoli. Prawdę mówiąc, w Siedlcach śmierdzi na potęgę. Totalnie. Do wymiotów. I wszyscy są bezradni. Kompetencje Dla wszystkich jest oczywiste: smród nie bierze się z powietrza. Jest ognisko smrodu, od którego wstrętny zapach się rozchodzi. Tymczasem... - Nikt nie wie, kto smrodzi. Albo nikt nie chce wiedzieć – uważają siedlczanie. „Nikt”, to głównie władze miasta, a konkretnie wydział ochrony środowiska. - Emisja brzydkich zapachów do środowiska leży w gestii wydziału ochrony środowiska – dowiadujemy się w siedleckim Sanepidzie. - My zajmujemy się czynnikami szkodliwymi dla zdrowia. Tymczasem smród jest nie tyle szkodliwy, co uciążliwy. Wydział Ochrony Środowiska w Urzędzie Miasta Siedlce nie uchyla się od odpowiedzialności. Ale... przyznaje się do totalnej bezradności. - To nie pierwszy rok, kiedy pojawiają się te zapachy – przyznaje Małgorzata Furmaniak, szefowa wydziału. - Uważam, że pojawiają się one spoza terenu Siedlec.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!