Ze Sławomirem rozmawia Tomasz Markiewicz
- W najbliższą niedzielę uświetnisz swoim występem Mazowieckie Święto Indyka w Mościbrodach koło Siedlec. Czy indycze mięso to często spotykana potrawa na stole Sławomira?
- W USA to był rarytas na Święto Dziękczynienia i zawsze na nie bardzo czekałem. Ostatnio indyka jadłem wczoraj, na planie serialu „Blondynka”. A u mnie w domu indyka jemy często, bo Kajra (żona Magda „Kajra” Kajrowicz - przyp. red.) go bardzo lubi.
- Pamiętasz najbardziej zwariowany dowód sympatii, jaki otrzymałeś od fanów i fanek?
- Prezenty od fanów bywają czasami niezwykłe. Pamiętam, że podczas juwenaliów w Płocku studenci wręczyli mi podbitą legitymację studencką w rozmiarze 2 x 1 m. Dostałem też woreczek z ziemią, żebym miał w końcu hektar, pokrowce do mojego golfa, piękne rysunki od dzieci, śliwowicę, stanik, buta marki Nike, puchar zwycięzcy i złoty łańcuch z literą „S”. To zawsze dla mnie bardzo miłe momenty. Ja odwdzięczam się muzyką na żywo i ogniem rock polo.
- Czy życie Sławomira to wyłącznie scena, czy też masz czas korzystać z innych jego uroków?
- Wiesz, dzisiaj chciałem sobie kupić buty. Miałem na to tylko chwilę i nie zdążyłem. Brakuje mi czasu na zwykłe radości. Kiedy jest chwila wolnego, idziemy na spacer z synkiem. Właśnie stawia swoje pierwsze kroki i to są magiczne chwile. Lubię też kosić trawę, ale to już luksus. Mamy bardzo dużo koncertów i pojawia się coraz więcej propozycji. Robię swoje, a trawa musi poczekać. Napisałem nawet o tym piosenkę...
-W jakiej artystce kochałeś się w młodości? Na którą chętnie patrzyłeś i której chętnie słuchałeś?
- Byłem zakochany w Annie Dymnej, napisałem nawet o niej pracę magisterską. Bardzo lubiłem słuchać Edyty Geppert.
* Cały wywiad w papierowym wydaniu Tygodnika Siedleckiego.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!