Kiedy dowiedziałem się, że Konrad T. Lewandowski – wtedy nic jeszcze o autorze nie wiedziałem – napisał książkę, której akcja rozgrywa się w Liwie, Węgrowie i okolicach, ucieszyłem się niezmiernie. Uradowałem się tak bardzo, że w ciemno – po krótkiej telefonicznej rozmowie z wydawnictwem – zgodziłem się książkę przeczytać i coś o niej napisać.
Kilka dni później przesyłka wylądowała na moim redakcyjnym biurku. Otworzyłem kopertę i zrozumiałem, że mogą być kłopoty. Szczerze mówiąc, w pierwszej chwili pomyślałem, że nie dam rady spełnić obietnicy i nie zmęczę tego obszernego, prawie 270 stron, dzieła pt. „Diabłu ogarek. Czarna Wierzba”.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!