Świat, także ten kościelny, nie jest w barwach czarno-białych. Powiedzenie „Co łaska, ale nie mniej niż...” powraca w rozmowach wiernych o kosztach, jakie trzeba ponieść za chrzty, śluby, komunie, zamawiane msze, pogrzeby, święcenia miejsc, wystawianie zaświadczeń, wypominki, kolędy, miejsca na niekomunalnych cmentarzach, kolędy. Każdy, kto miał przykre doświadczenie z księdzem, gdyż ten życzył sobie określoną kwotę, całą złość i niechęć przekładał na kościół.
Taka niechęć spotęgowała się od czasu, kiedy księżą są wynagradzani z kasy państwowej i większość jest zatrudniona w szkołach w roli katechetów, czy w innych instytucjach w roli kapelanów. Na wynagrodzenie księży przeznaczane są bowiem pieniądze z budżetu państwa, więc wydawać by się mogło, że inne związane z wiarą i praktykami religijnymi posługi nie powinny w znaczący sposób obciążać kieszeni wiernych. Taki świat w jednolitych barwach widziany jest przez wielu wiernych. Nie wiedzą oni jednak, że z księży w Diecezji Siedleckiej swój haracz ściąga biskup. Żaden ksiądz nie poskarży się bowiem na swojego zwierzchnika, że ten łupi go czasami do gołej kieszeni. I wcale nie chodzi tu o opłaty, jakie parafie obowiązkowo odprowadzają na diecezję. Chodzi o utworzony przez biskupa Zbigniewa Kiernikowskiego Kapłański Fundusz Emerytalno-Zapomogowy.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!