– To były miesiące potwornego stresu i rozpaczy. Szukałyśmy pomocy wszędzie: w prokuraturze, w inspekcji pracy, w każdym możliwym urzędzie… bez skutku. Najczęściej reakcja była podobna. Padało pytanie: to po co panie tam pracowały? Jak to, po co? Bo była tam praca! A że u Chińczyka…
Kilka siedlczanek przeszło w ciągu ostatnich miesięcy prawdziwą gehennę. Były na skraju rozpaczy i już nie wierzyły, że cokolwiek w ich życiu się zmieni. Straciły pracę, ale nie to było najgorsze. Właściciel firmy… nie wydał im świadectw pracy i nie wyrejestrował ich z ZUS. Bez tych formalności sytuacja kobiet stała się tragiczna.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!