O Donaldzie Tusku, „białoruskich standardach”, wojnie na słowa, aborcji i prawach dla osób LGBT z Marią Koc, wicemarszałek senatu poprzedniej kadencji, obecnie reprezentująca Prawo i Sprawiedliwość w sejmie rozmawia Krzysztof Strzelecki.
-W ostatnich wyborach do sejmu na liście kandydatów PiS w naszym okręgu znalazła się Pani na pierwszym miejscu. Czy czuje się Pani „numerem 1” w regionie siedleckim? Rządzić mocną ręką Pani podobno umie…
– Wiem, że jestem postacią znaną. Wiem, że głosowało na mnie ponad siedemdziesiąt tysięcy mieszkańców naszego okręgu. Jestem im za to wdzięczna. Ale nie czuję się „numerem 1”. Nas, parlamentarzy stów PiS, jest tu kilkoro i wszyscy współpracujemy, niezależnie od tego, czy ktoś zdobył osiem tysięcy głosów, czy więcej niż siedemdziesiąt tysięcy. Bo każdy z nas reprezentuje swoich wyborców, a przede wszystkim stanowi prawo w imieniu Ojczyzny.
-Nie skomentowała Pani stwierdzenia na temat moc nej ręki…
– Nie wiem, czy mam mocną rękę. Tak jestem postrzegana? Takie opinie Pan słyszał?
-Tak.
– Wydaje mi się, że jestem łagodna, nie unoszę się gniewem, nie jestem pamiętliwa. Staram się stać po stronie prawdy i elementarnej sprawiedliwości. Tym się kierowałam, podejmując konkretne decyzje. Oczywiście, mogą być one przez niektórych różnie oceniane, ale… To ja je podejmowałam. Na przykład te dotyczące węgrowskich struktur PiS, wymagały uwzględnienia różnych okoliczności. Jeśli ktoś ich nie znał, mógł pomyśleć, że rządzę jakąś tam silną ręką.
-Kilka dni temu pisała Pani na FB o 37. rocznicy swego ślubu. Kto z Państwa ma w domu silniejszą rękę – Pani czy mąż, szef straży miejskiej? Kto strzeże domowego ogniska?
– Traktujemy się po partnersku. Mąż jest od końca stycznia na emeryturze, bardzo mi teraz pomaga. To dobry mąż i przyjaciel. Gdy dzieli nas różnica zdań, staramy się o kompromis. Nawet dzieci (a mam trójeczkę, są już dorosłe) wspominają, że nie słyszały w domu podniesionych głosów. Późno zaczęłam pracę zawodową, dopiero gdy najmłodsza pociecha poszła do przedszkola. Szybko awansowałam: dyrektor Sokołowskiego Ośrodka Kultury, potem wiceburmistrz Węgrowa, radna sejmiku wojewódzkiego, senator. Bez pomocy męża nie poradziłabym sobie ze wszystkimi obowiązkami.
-Z takim łagodnym wizerunkiem kontrastują Pani wypowiedzi na forum publicznym. Na przykład „bezprawne rządy Tuska”.
– Bo Donald Tusk łamie prawo, łamie konstytucję! Gdyby cokolwiek z tego, co się dzieje w ostatnich miesiącach, działo się za rządów Prawa i Sprawiedliwości, mielibyśmy wielkie protesty, media by wręcz piały, że się dzieje źle. Jednak obecnie rządzący mają parasol ochronny Brukseli, mediów i… Już w grudniu siłą została zajęta telewizja. Nawet sądy nie chciały zarejestrować jako likwidatorów przedstawicieli jej nowych władz, uzurpatorskich władz. Ale, moim zdaniem, o sprawiedliwość upomną się Polacy, przyzwyczajeni już, że jesteśmy krajem wolnym, demokratycznym.
-Dlatego, by użyć kontrastu, mówi Pani o „białoruskich stan dardach”?
– A jak inaczej określić, posługując się słownictwem, które ukuła poprzednia opozycja, zainstalowanie neoprokuratora krajowego, pana Dariusza Korneluka? Albo przetrzymywanie w areszcie księdza Michała Olszewskiego i dwóch urzędniczek departamentu Funduszu Sprawiedliwości? Te panie mają małe dzieci. A zarzuty nie dotyczą kradzieży, przywłaszczenia, ale tego, że fundacja księdza nie była uprawniona do złożenia wniosku o pieniądze.
-Gdy obecni rządzący byli w opozycji, używali ostrych słów, teraz ostrych sformułowań używa Pani ugrupowanie. Kiedy ta wojna na słowa się skończy?
– Ludzie z mojego obozu politycznego nigdy nie posługiwali się tak ostrym językiem jak strona przeciwna. Przypomnę te wulgaryzmy, tych osiem gwiazdek… Przypomnę Donalda Tuska, który, niby nawiązując do Miłosza, mówił przed pałacem prezydenckim o sznurze i gałęzi. To język, jakim posługuje się polityk w przestrzeni publicznej?! A jeśli ktoś potraktowałby wprost te słowa? Przyznaję, po naszej stronie jest też dużo emocji. Ale nie ma wyzwisk, przezwisk, jakie teraz padają nawet z mównicy sejmowej. Albo proszę porównać nasze protesty z demonstracjami dawnej opozycji. Gdy ostatnio protestowaliśmy, ludzie po prostu stali z biało-czerwonymi flagami, nikt nie atakował policjantów, nie opluwał ich.
Cały wywiad przeczytacie w papierowym i e-wydaniu (KUP TERAZ) "TS" (nr 42).
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze